Gdzieś na prowincji, w małej miejscowości spokojnie toczy się życie dwudziestoletniej Janki Orłowskiej. Wieczne scysje z ojcem to jedyne wydarzenia, które wnoszą w ich wspólne życie trochę emocji. Wszystko w miarę się układa do momentu gdy ojciec nakazuje córce przyjąć oświadczyny bogatego Grzesikiewicza. To dla dziewczyny moment przełomowy, kiedy decyduje się na zawsze opuścić rodzinny dom i spełnić swoje marzenia o aktorstwie i życiu dla większej idei. Udaje się do Warszawy, gdzie udaje się jej zdobyć angaż do niewielkiego teatru Cabińskiego.
Początkująca aktorka musiała przybyć z prowincji pełna ideałów, w końcu na wsi nie mogła mieć żadnego wyobrażenia o tym jak może wyglądać praca w teatrze. Aktorstwo stało się dla niej sensem życia, motorem działań, który natchnął ją odwagą do wyruszenia w nieznany świat i porzucenia rodzinnego domu. A przecież taki krok nie mógł być łatwy dla młodej dziewczyny na początku XX wieku. Aktorstwo jest dla Janki wyższym celem, aktorstwo to ma być sztuka wyższa wymagająca pracy i iskry natchnienia. Jednak ideały szybko zaczynają rozbijać się o nieciekawą i prozaiczną codzienność. Nasza bohaterka jest wręcz bombardowana rozczarowaniami choć trzeba jej przyznać, że większość przyjmuje ze stoicyzmem i trzyma się całkiem długo. I jak na „prowincjonalną „krowiętę” jakoś sobie radzi nie nurzając się w moralnej degradacji, która „groziła” wtedy aktorkom.
Dążenie do kunsztu, pragnienie tworzenia sztuki, służenia wyższemu celowi gubią się w ludzkich słabościach, namiętnościach, przywarach. Światek prowincjonalnych aktorów okazuje się wyzuty z ideałów, nikt tu na względzie nie ma wyższych ideałów, jedynie swoją korzyść,przyjemność, flirt, umiłowanie własne. Aktorzy z jednej strony gardzą widzami, tymi tapicerami, mieszczanami, czeladnikami, którzy ich oklaskują a z drugiej do gardeł sobie skaczą gdy idzie o podział „sławy”. Każdy żądny jest uwagi publiczności, jej braw i uznania. Z czasem wychodzą na wierzch ich podłe charaktery, demoralizacja, cynizm, zawiść. Wszystko to sprawia, że talent Janki nie ma szans zaistnieć, pogrzebany przez intryganctwo, samolubność i kumoterstwo. I nawet jeśli bohaterka kierowała się w życiu honorem, godnością, pragnieniem tworzenia sztuki to i tak w oczach innych oraz trupy teatralnej pozostała „komediantką”. Nie zasłużyła na szacunek nawet „wśród swoich”.
„Komediantkę” Reymont napisał w miejscowości Bukowno, gdzie przez krótki czas pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W tym samym zawodzie obsadził ojca głównej bohaterki, Janiny Orłowskiej. Jej samej „sprezentował” ambicje aktorskie, oparte także na własnych przeżyciach. Po przeczytaniu jego powieści naprawdę głęboko zastanawiałam się, co pisarz musiał przeżyć i z jakimi ludźmi się zetknął skoro spod jego pióra wyszła tak pesymistyczna w wydźwięku powieść.








