Baranek, Chrostopher Moore

Baranek, Christopher Moore

Pełna absurdalnego humoru i celnych obserwacji obyczajowych satyryczna współczesna opowieść o nieznanych latach Jezusa opowiedziana z punktu widzenia jego najlepszego przyjaciela z lat dziecięcych, Biffa, który w tym celu został wskrzeszony. Bosko zabawna, a jednak wzruszająca książka, przypominająca zarazem dzieła Vonneguta i Douglasa Adamsa. W istocie opowieść, jaką Biff ma do przekazania, jest prawdziwie cudowna, pełna niezwykłych wędrówek, magii, uzdrowień, kung-fu, ożywiania ciał, demonów i ostrych lasek. Nawet chytre sztuczki i głębokie oddania kumpla Zbawcy mogą nie wystarczyć, by zepchnąć Joszuę ze ścieżki tragicznego przeznaczenia. Nie ma jednak nikogo, kto kocha Jezusa bardziej – może z wyjątkiem Marii z Magdalii – a Biff nie ma zamiaru bez walki pozwolić, by jego niezwykły przyjaciel doznał cierpień i wniebowstąpienia. Branek to kolejna po Najgłupszym Aniele i Brudnej Robocie powieść Moore’a.

Jakże ciężko jest być synem Boga, tyle pytań bez odpowiedzi, tyle niebezpieczeństw, z których młody zbawca kompletnie nie zdaje sobie sprawy. Na szczęście ma kumpla mocno stąpającego po ziemi. Biifa nie da się nie lubić, gdyż pomimo oficjalnej głupoty, jest tak naprawdę człowiekiem, który podchodzi do wszystkiego ze sporą dozą krytycyzmu i swego rodzaju rezolutnością. Jezus jest naiwny, dobry, pełen poświęcenia i dobrej woli. Przykładny Zbawiciel, który bardzo serio traktuje swe zadanie na ziemskim padole. Bo tak naprawdę pisarz nie pozwolił sobie na zbyt wiele, z samą postacią Jezusa i mimo, iż balansuje na cienkiej linie to ta powieść nie ma szokować, tylko bawić czytelnika. Przeznaczenie Jezusa jest od samego początku jasne, będzie poświęcony w imię nowej wiary. Autor tańczy więc stale na granicy bluźnierstwa, ale raczej jej nie przekracza.

Z mojej perspektywy wstawki z Yeti oraz demonem były kompletnie nie potrzebne, a szkolenie Jezusa u trzech mędrców mocno przydługie. Pewnie bardziej by mi się podobało gdyby autor pobawił się jeszcze z konwencją, sparafrazował późniejsze nauki Chrystusa, a nie tak od razu, po powrocie bohaterów „ze szkolenia na Zbawiciela” przyspieszył nagle fabułę i przeszedł „do finału”. Bo to właśnie ta zabawa z uświęconą, znaną nam tak bardzo konwencją, mnie najbardziej bawiła.

Sama powieść też nie wypada znów tak bardzo świętokradczo, oczywiście nie jest to pozycja dla konserwatystów albo ludzi, których bawiłaby satyra Christophera Moore’a. Sam humor nie jest zbyt „dystyngowany”, raczej taki w kierunku chłopięcego nastolęstwa. Momentami nie trafia w moje poczucie humoru, a momentami bawi i śmieszy.

Polskie wydanie:

Lawinia

To kolejna książka, której autorka postanowiła znów powołać do życia historię niezwykle starą i obrośniętą w legendy. Tym razem na warsztat poszedł Wergiliusz ze swoją „Eneidą”.  Sam Rzym też, jak przyznaje pisarka, z początków swego istnienia, to jej wielka fascynacja. Biorąc pod uwagę klasyczne wykształcenie tej amerykańskiej pisarki i pozytywne recenzje jej utworów z przyjemnością zagłębiłam się w jej powieść.

Lawinia, córka króla Latynusa, to nasza przewodniczka po starożytnym świecie i nie okazuje się tu postacią marginalną tak jak w poemacie Wergiliusza. Możemy ją tu lepiej poznać i jak się okazuje naturę ma niezależną, a osobowość silną. Italska królewna zaczyna snuć swą opowieść od swych lat dziecinnych na zamku ojca. Widzimy jak dorasta i jak w konkury uderzają zalotnicy, między  innymi niesławny Turnus. Wydarzenia toczą się szybko i właściwie to na poziomie fabularnym niewiele się tu dzieje, zwłaszcza jeśli czytelnik zna pokrótce treść „Eneidy”.

Styl Le Guin jest wyważony, delikatny i poetycki, przy czym bardzo pasuje do opowiadanej tu historii. Chciałam też podkreślić, że jest to przede wszystkim powieść historyczna. Dbałość o trzymanie się faktów, wiele szczegółów z życia codziennego, funkcjonowanie miast-państewek. Naszym bohaterom nie ukazują się bogowie zstępujący z Parnasu, największą moc ma tu przyroda, drobne, rytualne czynności, jak wrzucenie świętej soli do ognia, mają duże znaczenie. Wizje nawiedzające ludzi mają miejsce w świątyniach przy płonącym ogniu, przypominają też raczej marzenia senne a nie ogłaszaną wolę bogów. Przeznaczenie ma tu wymiar natchnienia oraz objawienia, któremu człowiek posłusznie się poddaje.

Kłamca

Kłamca, Jakub Ćwiek, Fabryka Słów

Kłamca, Jakub Ćwiek

 „Kłamca” to zbiór opowiadań powiązanych tytułowym bohaterem, który jest nordyckim bogiem kłamstwa, zniszczenia i oszustwa. Jednym słowem całkiem przyjemna postać do powieści, no ale nie od dziś wiadomo, że o tych grzecznych się nie pisze,bo nudni.

Loki spędził kilka ostatnich stuleci przykuty do skały odkupując swe winy. Zabił boga piękna, Baldura, i uniemożliwił mu powrót  z zaświatów. Żeby nie było mu tak nudno na tej skale, nad pokutującym umieszczono jadowitego węża, który coraz to pluje jadem, na jego już nie tak piękną twarz. No, ale nasz psotnik mógł liczyć przez te wszystkie wieki na pomoc swej wiernej żony, Sygin, która uczynnie trzymała mu nad głową miskę, co by gad miał gdzie spluwać swym paskudztwem. Takiej wiernej i wytrwałej małżonki to ze świecą szukać. Naszego boga nie opuściło jednak szczęście, ponieważ w naszym stuleciu anioły rozpętały świętą wojnę, swoistą krucjatę, co byś nie miał „bogów cudzych przede mną”. W każdym bądź razie Walhalla upada a Loki znajduje się na usługach uskrzydlonych jako chłopiec od brudnej roboty. W końcu skrzydlaci mają mocno obwarowane zakazy co do tego co im wolno, a czego nie. Nie dla nich pukawki, kłamstwo, podstępne sztuczki. Cóż anioły idą z duchem czasu i zatrudniają chłopca na posyłki, rzecz jasna nie za darmo. Czyli tacy idealni to oni znów nie są, w końcu zlecają różne moralnie wątpliwe misje płacąc za nie. To kłóci się trochę z ustalonym wizerunkiem tych stworzeń niebieskich, szkopuł w tym, że Bóg zniknął i nie ma kto zapanować nad tą już rozhukaną świętą gromadką, z taką gorliwością wypełniającą boskie przykazania.

Akcja przebiega w pierwszym tomie wartko, czyta się szybko i całkiem przyjemnie. Widać jednak, że autor powinien jeszcze solidnie popracować nad swym stylem. Niektóre opowiadania są lepsze, inne gorsze, parę żartów pozostawiło mnie nie wzruszoną, parę rozśmieszyło. Najbardziej podobały mi się pomysły pisarza dotyczące wykorzystania mitów, legend, prawd wiary chrześcijańskiej – wplecenia tego wszystkiego, do w miarę spójnej fabuły. To największy atut tej książki, znajdziemy więc polskiego Ziemowita, egipskiego Anubisa, drzwi pomalowane krwią baranka, anielską krucjatę a nawet św. Mikołaja. To będzie dobra książka na gorące letnie dni.

Dziedziczka cieni, Anne Bishop

Heir To The Shadows (Dziedziczka cieni), Anne Bishop

Heir_to_the_Shadows

Po dość dziwacznym tomie pierwszym, serii Krwawych Kamieni, postanowiłam zaserwować sobie  kolejny i teraz wiem, że to był błąd. Po pierwsze dlatego, że ostatnio miewam nie najlepszy humor, powieścidło miało mi go poprawić. Nic z tego, powieść niewymownie mnie drażniła i rzuciłam to w diabły, nie przeczytawszy nawet do końca, co zdarza mi się dość rzadko. Wiem, że po te nieszczęsne kamienie nigdy już nie sięgnę. Jakoś nie mogłam się przebić przez te wszystkie opisy roznamiętnionych spojrzeń kolejnych bohaterek, które rzucały w różnych kierunkach anatomii płci przeciwnej. No dobra, to były najczęściej dwa kierunki, ale ileż można. Czytając tom pierwszy byłam w stanie więcej znieść,ale ta książka, to już nie moja bajka po prostu i nawet nie chce mi się rozpisywać dlaczego. Owa notka ma mi przypominać by nie dawać już szansy Anne Bishop i szukać ukojenia dla nerwów w innych powieściach.

Starcie królów, George R. R. Martin

A Clash of Kings (Starcie królów), George R. R. Martin, Spectra 2002

Trochę obawiałam się zacząć drugi tom „Pieśni Lodu i ognia” bo nie chciałam się rozczarować. Z radością donoszę, że obawy były płonne, jak stwierdziła też milvanna, Martin trzyma poziom.

Na żelazny tron wstępuje sadystyczny syn poprzedniego króla, Jeoffrey, gówniarz ma 13 i naprawdę niebezpieczne skłonności. Jego matka, królowa Cersei bez przerwy knuje przeciw swemu nieznużonemu bratu, teraz prawej ręce młodego władcy. Swoją drogą jak młody król może zachowywać się „poprawnie” jeśli jego własna rodzicielka charakteryzuje się takim brakiem morale i chorymi skłonnościami? Karzeł Tyrion jest naprawdę niezmordowany w swej pomysłowości zaprowadzenia w królestwie sprawiedliwości, ten bohater (swoją drogą chyba jedyny z poczuciem humoru) z tomu na tom zdobywa coraz więcej mojej sympatii. Jego zjadliwe, ironiczne teksty świetnie oddają ludzkie zakłamanie i stanowią świetny komentarz do fabuły.

Robb Stark, zadeklarowany Król Północy walczy nieprzerwanie z rodziną Lannisterów, dorastając przy tym i ucząc się swej nowej roli. Korona okazuje się nie być wcale taka lekka. W każdym bądź razie, to królestwo zaczyna być stanowczo za małe dla tylu władców, a jak pamiętam z podstawówki „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Tymczasem dzielni Bracia z Nocnej Straży wyruszają w tajemniczy las by zbadać czające się w pobliżu niebezpieczeństwo. Pojawia się też tajemnicza kapłanka w czerwieni głosząca monoteizm.

Ilość zwrotów akcji, wątków i poruszonych motywów jest ogromna i nie pozwala się nudzić. Bardzo podobało mi się to w jaki sposób pisarz rozprawił się w swej powieści z etosem rycerza, już w wielu książkach udowadniano, że do świętych nie należał, ale Martin naprawdę zbrutalizował i poszargał wizerunek obrońcy uciśnionych. Dla dzielnych wojaków Lannisterów słowo honor nie istnieje nawet w słowniku, co dopiero mówić o stosowaniu się do jakiegokolwiek kodeksu. Złupić, zgromić, zabić i zdobyć – to jedyne obowiązujące zasady. Liczy się efekt w postaci kolejnej zdobytej twierdzy i wypełnionego rozkazu. Do tego rozkosznego obrazka dodajmy jeszcze błędnego rycerza i obrońcę Sansy, który przez alkoholowe opary ujrzał iż źle czyni i postanowił być tajemniczym obrońcą księżniczki. W końcu każda koronowana białogłowa ma swojego dzielnego wojownika, a że ten jest już nie najmłodszy i wiecznie pijany, co to komu szkodzi, ważne, że chłop ma dobre chęci i pragnie się moralnie zrehabilitować. Jak dla mnie bomba.

 W książce pojawia się więcej magii niż w tomie pierwszym, co ma swoje plusy i minusy, pewnie w zależności od czytelniczych upodobań.

Autor pogłębia portrety psychologiczne swoich bohaterów, mamy szansę zobaczyć honorowe oblicze karła, który jak każdy człowiek potrzebuje miłości. Do tego moralnie spaczona siostra, która czerpie przyjemność ze związków kazirodczych, cóż nie można jej zarzucić żeby jej nie zależało na rodzinie. Sansa bardzo powoli, ale mądrzeje i nie działa już tak na nerwy czytelnikowi. Widzimy, że jest po prostu niewinną, głupiutką dzieweczką zaplątaną w losy wszechświata, z czasem zrozumie, że nie wszystkich da się zadowolić. Jej świetną przeciwwagę stanowią Arya i Catelyn Stark, także nie jest to powieść zdominowana przez męskich bohaterów, przeciwnie, mimo średniowiecznych społecznych ograniczeń nałożonych płci pięknej, nieźle sobie tu one poczynają.

 Świat stworzony przez Martina to mroczna wersja średniowiecza popędzanego przez jego niespożytą fantazję. Tu nie ma miejsca na sentymenty, prawość czy uczciwość, intrygi plączą się i poganiają jedna drugą. Autor ma dobry warsztat i we wprawny sposób manipuluje czytelnikiem, nie jest to bynajmniej złe, przeciwnie, pisarz próbuje nas zaskoczyć, pognębić, wzbudzić współczucie dla zamęczanych psychicznie i fizycznie bohaterów. To kawał solidnej fantasy przy której nie można się nudzić.

seria: Pieśń Lodu i Ognia tom 2

tego samego autora zrecenzowane na blogu: „Ostatni rejs Fevre Dream” 

„Gra o tron”

 

Gra o tron, Goerge R. R. Martin

A Game of Thrones (Gra o tron), Goerge R. R. Martin, Bantam

 A Game of Thrones, George R. R. Martin

„Gra o tron” zdobyła już spore rzesze oddanych fanów i mnóstwo pozytywnych recenzji i tak niejako owczym pędem i ja po nią sięgnęłam. Teraz mogę tylko napisać, że i ja polecam tą powieść, no może nie tylko.

George Martin od razu wprowadza nas w swój świat i naprawdę można nieźle wsiąknąć. Z początku trochę się miesza niesamowita liczba bohaterów, krain, wzajemnych pretensji koronowanych głów, ilość intryg, bo autor wcale nie krępuje się z wprowadzaniem bez przerwy czegoś nowego. W powieści mamy wszystko o czym moglibyśmy zamarzyć aby akcja nie zwolniła ani na chwilę – skrytobójcze akcje morderców, pojedynki szermiercze, tajemnice z przeszłości, przewroty na tronie, pieczołowicie planowane zemsty, małą wojenkę, czy wreszcie tajemniczą nację zasadzającą się na granicach państwa.

Po przeczytaniu „Fevre Dream” tegoż autora stwierdzam, że nie miał on tam możliwości (pewnie za mało miejsca, powieść nie przekracza 300 stron) na rozwinięcie swego talentu. Ten rozmach i postacie obecne w „Grze o tron” czynią ją książką ze wszech miar godną uwagi. Jest w czym wybierać, każdy znajdzie coś dla siebie, bohaterów z którymi czytelnik może się identyfikować, głośno im skandować w trakcie rozwoju akcji, czy może raczej zgrzytać zębami z powodu ich głupoty. Wszystko przedstawione jest z niezwykłą dbałością o detale, wiemy kto jak jest ubrany, uzbrojony, co je i gdzie śpi. To wszystko oczywiście sprawia, że objętość powieści rozrasta się niesamowicie, ale nie przeszkadza w szybkim czytaniu i śledzeniu losów kolejnych chojraków. Przy czym przestrzegam, że Martin należy do pisarzy dla których życie nie jest bajką i w każdej chwili „nasz ulubieniec” może stracić życie.

Mimo, iż jest to powieść fantasy w tym pierwszym tomie mamy śladowe ilości magii czy zjawisk nadprzyrodzonych. Tu główną rolę grają czyny samych ludzi, to ich żądze, namiętności, miłości, pasje są motorem działań – a to czyni te postaci jeszcze bardziej ludzkimi. Podobało mi się umieszczenie kolejnych bohaterów w odpowiednim kontekście społecznym. Martin dba o takie szczegóły jak podział klasowy i wszystkie jego konsekwencje, wymiar sprawiedliwości w dość realnych ramach czy wreszcie światopogląd samych bohaterów.

 Chcę jeszcze zwrócić uwagę na silne związki rodzinne w tej powieści. Relacje krewniaków są dla kolejnych bohaterów niezwykle ważne, prym wiedzie rodzina Starków. Naprawdę nie wiem dlaczego autorzy upierają się przy wątku sióstr, które zazdroszczą sobie niebotycznie i nienawidzą się bezgranicznie, co jest tylko przyczyną kolejnych nieszczęść w rodzinie. I oczywiście jedna jest standardowo piękna i naiwna (delikatnie powiedziane), druga choć brzydsza ma tupet i inteligencję. Szczerze mówiąc mam już serdecznie dosyć tak poprowadzonego motywu siostrzanego, mam młodszą siostrę i oprócz tego, że w wieku lat dziecinnych kilka razy dałyśmy sobie po głowie  to kontakty obecne w niczym nie przypominają tych kreowanych przez pisarzy z wybujałą wyobraźnią. A wierzcie mi ten rodzinno-siostrzano-nienawistny wątek powtarza się nagminnie nawet w najlepszych powieściach. Przejdźmy teraz do reszty rodziny Starków, a ta jest całkiem liczna i obfituje w mnogość charakterów. Eddard Stark, głowa rodu, ojciec licznych dziatek w różnym wieku, kochający mąż, honorowy wojownik, prawa ręka króla. Jednak jego przeszłość nie jest znowu tak kryształowo przejrzysta i on miał chwile zapomnienia,  z których dorobił się dodatkowego syna. Jego żona, kochająca matka i dzielna kobieta, też nie jest ideałem. O tyle o ile dla swoich dzieci zrobi wszystko, to syna męża z tajemniczego związku po prostu nienawidzi i skutecznie obrzydza mu życie, mimo iż sama przed sobą udaje, że dawno już wybaczyła małżonkowi ten skok w bok. I to mi się właśnie w tej książce podoba, ludzie są tylko ludźmi wraz z ich słabościami i zawiłościami duszy.

 seria: Pieśń Lodu i Ognia

tego samego autora zrecenzowane na blogu: „Ostatni rejs Fevre Dream” 

Książki o średniowieczu

Tak jak w przypadku mojej listy książek o Warszawie (link) tak i tu pojawią się powieści, opracowania naukowe, wszelkiej maści książki historyczne dotyczące średniowiecza, który to okres należy do moich fascynacji.

opracowania historyczne:

„Historia brudu” Katherine Ashenburg

„Najsłynniejsze miłości królów polskich” Jerzy Besala

„Polska Piastów” Paweł Jasiennica

„Polska Jagiellonów” Paweł Jasiennica

„Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale” Agnieszka Lisak

„Alienor z Akwitanii” Regine Pernoud

„Królowa Blanka” Regine Pernoud

„Kobieta w czasach katedr” Regine Pernoud

„Pomniki bólu i śmierci” Szymon Wrzesiński

„Historia życia prywatnego. Od Cesarstwa Rzymskiego do roku tysięcznego”

powieści historyczne:

„Dama z jednorożcem” Tracy Chevalier

„Król z żelaza” Maurice Druon

„Zamordowana królowa” Maurice Druon

„Trucizna królewska” Maurice Druon

„Filary ziemi” tom 1 Ken Follett

„Świat bez końca”  tom 2 Ken Follett

„Żydówka z Toledo” Lion Feuchtwanger

„Krucjata Pagana” Katherine Jinks

„Krzyżowcy” Zofia Kossak tom1

„Król trędowaty” Zofia Kossak tom 2

„Bez oręża” Zofia Kossak tom 3

kryminały:

„Ludzie wiatru” Viviane Moore

„Tajemnica świętych relikwii” Ellis Peters

„The Tainted Relic”

powieści fantasy / science-fiction osadzone w średniowieczu:

Trylogia Arturiańska Bernard Cornwell

„Zimowy monarcha” tom 1 Bernard Cornwell

„Nieprzyjaciel Boga” tom 2 Bernard Cornwell

„Excalibur” tom 3 Bernard Cornwell

„Gra o tron” tom 1 George R. R. Martin

„Księga Sądu Ostatecznego” Connie Willis

Trylogia Arturiańska

Bernard Cornwell jest autorem naprawdę wielu, wielu książek, w tym właśnie „Trylogii Arturiańskiej”.

Once upon a time, in a land that was called Britain, these things happened . . . .” well, maybe. The Warlord Trilogy is my attempt to tell the story of Arthur, ‚Rex Quondam Rexque Futurus’, the Once and Future King, although I doubt he ever was a king. I suspect he was a great warlord of the sixth century. Nennius, who was one of the earliest historians to mention Arthur, calls him the ‚dux bellorum’ – leader of battles or warlord. I have to confess that of all the books I have written these three are my favourites

Cykl ten zachęca czytelnika do spojrzenia na znaną legendę o królu Arturze w zupełnie nowy sposób. Autor bawi się historią i jej przekazami, uwidacznia nam jak bardzo można zmitologizować wydarzenia przeszłości. I tak rycerze Okrągłego Stołu nie jawią się nam już jako rycerscy herosi, ale jako średniowieczni wojownicy, którzy przy owym stole upijają się na umór, ucztują, a potem pod owym słynnym meblem „pozbywają się” nadmiaru wrażeń. Sama historia jest mieszanką legend, historii i odrobiny fantastyki. Pisarz opisuje swoich bohaterów i ich zachowania w dość przyziemny sposób, bez koloryzacji i upiększeń, to średniowiecze przesycone mroczną, momentami makabryczną atmosferą, wiecznymi wojnami i niebezpieczeństwem.

Na samego Artura patrzymy oczyma jego oddanego przyjaciela Derfla Cadarn, jak się okazuje postać ta żyła naprawdę, a sam braciszek został nawet kanonizowany. W wersji Cornwella Derfel jest Saksończykiem, który  w dzieciństwie szczęśliwie przeżył jeden z najazdów i stał się wychowankiem Merlina, który „zbierał” takie zagubione dusze wierząc, że tylko ten co otarł się o śmierć lub stoi na granicy szaleństwa, może dostąpić łaski bogów.

 Zimowy monarchaNieprzyjaciel Boga

Pierwszy tom cyklu wydano w 1995 r., kolejne w rocznych odstępach, pisarz tworzył jak w zegarku. W Polsce wydawnictwo Erica zaopiekowało się Cornwellem i jego cyklem, w sprzedaży jest już drugie wydanie pierwszego tomu. Na Artura możemy się natknąć w większości saloników prasowych i wystawach księgarskich, zmasowany atak wydawcy na pewno odniósł skutek. Samo wydanie nie wyróżnia się niczym specjalnym, ot broszurowa oprawa ze skrzydełkami, jeszcze jakoś da się upchać w torebce mimo 600 stron. O jakości tłumaczenia nie mogę nic powiedzieć ponieważ polskiej wersji nie czytałam.

The Winter King Enemy of God Excalibur

Autor zakończył serię definitywnie (Bernard Cornwell):

„Because the story is finished and won’t be stretched any further. Arthur is sleeping in Avalon and should be left in peace.”

Jeszcze tylko napiszę, że cykl Cornwella bardzo różni się od „Mgieł Avalonu” Marion Zimmer Bradley. Przede wszystkim świat stworzony przez pisarkę jest przesycony magią, przez co wpływa ona na fabułę. Wydarzenia jakie mają miejsce w „Trylogii Arturiańskiej” da się wytłumaczyć racjonalnie, ba, zostajemy zapoznani z całym arsenałem sztuczek jakim posługiwali się Merlin i Nimue. Więc tu wygrywa rozum, lecz z rzadka (np. powody, dla których Derfel utracił rękę) niewytłumaczalne zdarzenia też mają miejsce. Do tego pisarka dużo bardziej dba o tzw. rys psychologiczny swych bohaterów, gdy Cornwell bardziej skupia się na samej akcji, co by czytelnikowi dobrej zabawy nie zbrakło.

Na blogu zrecenzowane znajdziecie: 

„Zimowy monarcha”  tom 1

„Nieprzyjaciel Boga” tom 2

„Excalibur” tom 3

Excalibur, Bernard Cornwell

Excalibur, Bernard Cornwell, St. Martin’s Press

 Excalibur

“Oh, dear me, no! Joy is renewed! The dawn comes! The tree buds! The clouds part! The ice melts! You can do better than that sort of sentimental rubbish. Fate is inexorable, and everything ends in tears.”

Ta wypowiedź cornwellowskiego Merlina dobrze oddaje charakter ostatniej części „Trylogii Arturiańskiej”. W tym tomie walczą ludzie i bogowie, Brytyjczycy z Saksonami, pogaństwo z nową wiarą.

Ważny jest tutaj motyw słynnego Excalibura, w powieści jest to jeden z artefaktów pozostawionych przez bogów mieszkańcom Brytanii. By ponownie odzyskać potęgę jaką bóstwa mogą zaoferować druidom, Merlin i Nimue chcą odprawić rytuał z użyciem trzynastu odnalezionych reliktów. Jednak jak się okaże same relikty to za mało, by zostali „usłyszani” i potrzebna jest odrobina krwi. Nie będę zdradzała wszystkiego, napiszę tylko, że Artur wzbudzi powszechną niechęć, zarówno wśród chrześcijan jak i pogan. Podoba mi się ten motyw, król uwielbiany w legendach, sławiony w pieśniach, nie znajduje zrozumienia u współczesnych mu poddanych. Artur jako strażnik porządku nie może tego zrozumieć, walczy w obronie rodaków, którzy go nienawidzą. Ba, sam książę jest zdziwiony brakiem sympatii ze strony swego ludu.  W tej książce znajdziemy to co w poprzednich częściach, dobrze nakreśloną intrygę polityczną, realistyczne opisy bitew, ścieranie się religii. Wszystko to na tle uroczego życia w średniowieczu, wszechobecnych wszy, tłustego jadła, krwi i brudu. Oczywiście cały czas trzeba pamiętać, że pisarz ten pisze tzw. historyczne książki rozrywkowe. Wszystko jest podporządkowane wartkiej akcji, nie doszukamy się tu  żadnej wielkiej głębi psychologicznej postaci, jedyne nakreślone sylwetki i określone popędy oraz uczucia nimi kierujące. Ot, życiowa lektura bez zbytniego zagłębiania się w warstwę głębi osobowościowej.

Dodatkowo jest to też historia związków jakie już nie istnieją, porozumienia jakie rozwija się pomiędzy władcą i jego wojownikiem. To ładny motyw, męska przyjaźń, surowa troska, oddanie w boju. Ginewra też nie jawi się tak antypatycznie i małżeństwo może zostać przywrócone. Nie myślcie sobie, że powieść wypada ckliwo, o co to, to nie, zabójstwa, walki, pułapki i śmiertelne pojedynki. Akcja toczy się w przewidywalnym kierunku, tu już prawie nie ma zaskoczeń. Powieść po prostu zamyka prawie wszystkie wątki i żegna nas z legendarnym Arturem. Parę spraw pozostaje nie wyjaśnionych (chociaż dowiaduje my się wreszcie w jakich okolicznościach nasz kronikarz stracił dłoń) ale może w ten sposób autor chciał podkreślić, że jest to opowieść o legendarnym władcy a nie jego poddanych.

tego autora zrecenzowane na bogu:

„Zimowy monarcha”

„Nieprzyjaciel Boga”

„Łupy. Zdobycie KOpenhagi 1807”

Nieprzyjaciel Boga, Bernard Cornwell

zNieprzyjaciel Boga (The Enemy of God), Bernard Cornwell, Penguin Books

 Enemy of God

W tej powieści na szczęście nie tylko tytuł jest intrygujący, Bernard Cornwell spisał się jeszcze lepiej niż przy „Zimowym monarsze”. Naszym narratorem, tak jak w poprzedniej części, jest Derfel Cadarn, starzejący się mnich, który spisuje dzieje Artura w ich „prawdziwej” wersji.

 W tym tomie główne postacie zyskują na charakterystykach, wiemy już co kieruje każdym z nich, jacy na prawdę są. Najmniej ciekawie wypada Artur, ale to zapewne dlatego, iż jest to człowiek niezwykle prawy i honorowy. Książę niczego nie ukrywa, nie knuje, jego największą ambicją jest zapewnienie pokoju Brytanii, ale, tu uwaga, nie pod swoim berłem. Wierny przysięgom walczy o szczęśliwe królestwo dla młodego, nie nadającego się na władcę, Mordreda. Zyskuje 9 lat pokoju i mnóstwo kłopotów. Czyż to nie ironia, że człowiek zabiegający z takim zaparciem o pokój w kraju, jest mimowolnie przyczyną takiego chaosu? Artur z fanatycznym pietyzmem przestrzega kodeksu honorowego, to wręcz maniak porządku. Gdy on dwoi się i troi, odwiedzając warownie, godząc zwaśnionych, inni nie próżnują. Chrześcijańska religia zatacza coraz szersze kręgi szaleństwa, dosłownie. Zapaleni religijnym żarem  wyznawcy oczekują na powrót Chrystusa i żądają dla Brytanii chrześcijańskiego króla. Lancelot też ma swoje ambicje, nie ustępujące pragnieniom Ginewry. Czytelnik osiąga tu apogeum niechęci do tych dwojga. Jednym słowem robi się naprawdę ciekawie.

Autor w sprawny sposób poprowadził główne wątki, w tle średniowieczna Brytania i ścierające się religie. Przedstawieni przez Cornwella pierwsi chrześcijanie nie wypadają najlepiej. W oczach naszych pogańskich bohaterów to obłąkani ludzie, których religijna ekstaza doprowadza do czynów niekontrolowanych. Ten autorski zabieg świetnie przedstawia nam ludzką głupotę i podatność oraz pokazuje początki chrześcijaństwa w dość niekonwencjonalny sposób. Zjednoczone królestwo Artura okazuje się mirażem, to kraj zbliżający się do własnej zguby. Moralne zepsucie, konflikty interesów, walka o władzę, ukryte motywy postaci doprowadzają do zguby ojczyznę honorowego księcia.

Dodam jeszcze, że pisarz wprowadza też do powieści legendę o Tristanie i Izoldzie, jednak redukuje tę tragiczną historie miłosną do pary bezbronnych nastolatków, których życia zakończą się nim jeszcze naprawdę zdążą coś przeżyć. Tak więc cała powieść przesycona jest cynizmem i ironią, ale nie wolna od zgryźliwego humoru.

polskie wydanie:

 Nieprzyjaciel BogaWydawnictwo: Erica
Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Data wydania: 22 Wrzesień 2010
Wydanie: II
ISBN: 978-83-62329-00-7
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 520
Cena: 39,90 zł

cykl: Trylogia Arturiańska

tego autora zrecenzowane na blogu:

 „Zimowy monarcha”

„Łupy. Zdobycie KOpenhagi 1807”