Dzieciństwo, lata chłopięce, młodość, Lew Tołstoj, czyta Piotr Gasparski

Po tylu utworach Tołstoja przyszedł czas na jego powieściowy debiut. „Dzieciństwo, lata chłopięce, młodość” to pierwszy tom, który oczywiście nie wyczerpuje tematu i bogactwa życia pisarza, który posiłkował się charakterami i wydarzeniami z życia wziętymi. Jednak ja po drugi tom raczej nie sięgnę. Powiem szczerze, że nie przebrnęłabym przez to gdyby to nie był audiobook. Albo mam już przesyt Tołstoja albo wyjątkowo nudziła mnie ta książka.
Te autobiograficzne mini powieści są uniwersalną historią dorastania, a jednocześnie pierwszymi próbami Tołstoja zabawy z fikcją, napisane w pierwszym okresie twórczości a właściwie na samym jej początku , w latach 1852 – 1856, czyli młodzian miał wtedy ledwo po dwudziestce na karku. Może akcja nie jest tu najwłaściwszym słowem, a moment rozpoczęcia snucia opowieści wypada gdy nasz chłopiec ma dziewięć lat. Urocze są tu niektóre wspomnienia z okresu pacholęctwa, drobnostki i krótkie chwile, które zachowujemy w pamięci by wracać do nich już jako dorośli. Ulotne momenty skrupulatnie gromadzone i pielęgnowane. Edukacja młodzieńca, jego dorastanie, wspólne zabawy z rodzeństwem, rodzinne tragedie.
Nasz młodzian wyrasta pod okiem kolejnych prywatnych nauczycieli, w gronie sióstr i braci. Na starszego brata spogląda zawsze z mieszaniną podziwu i zazdrości, widząc braki w swoim charakterze i wykształceniu. Gdy dorasta grupuje ludzi na prostaków i tych co są „comme il faut”, czyli tych z dobrym akcentem francuskim, odpowiednim kształtem paznokci, noszących koszule z płótna holenderskiego i spodnie ze strzemiączkami. Dosyć prosta wizja świata powoli dojrzewającego młodzieńca.
Generalnie mówiąc w tej powieści to miłość jest tym co ludzi napędza, daje siłę i sprawia, że ich życie nabiera znaczenia. Stąd też niezwykle ważne miejsce matki w świecie dziecka, gloryfikujący obraz matczynej troski otaczającej dziatki. Tym cenniejszy, iż nietrwały ponieważ i matka Tołstoja zmarła gdy był dzieckiem.
Wspomnienia mają charakter bardzo rosyjski, jeśli mogę się tak wyrazić, ze wszystkimi rosyjskimi obyczajami rodzinnymi, sposobem wychowania, zachowaniem bohaterów. Jednocześnie zaś tekst jest przesycony zagranicznymi wpływami, zwłaszcza francuskim (Rousseau) i niemieckim (Goethe). Mamy tu przecież Bildungsroman w całej jej rozwlekłości. To powieść , która eksploruje drogi dorastania, odnajdywania przez młodych własnej ścieżki w społeczeństwie. Do tego niezwykła waga nadana wspomnieniom bohatera, jego rozmyślania, rozpamiętywanie przeszłości przywodziło mi momentami na myśl Prousta. No i to umiłowanie do detalu, że koszule miał szyte z holenderskiego płótna, a spodnie założył wreszcie ze sprzączkami.
Utworom brak dramatyzmu i emocji, które mogłyby porwać czytelnika, a przynajmniej ja pozostałam niewzruszona. Choć nie powiem mocny, aczkolwiek miły i uspokajający głos Piotra Gasparskiego bardzo mi pasował do historii przedstawionej przez autora. Do tego czytający aktor łagodził moje negatywne emocje, które zawsze się gromadzą, gdy stoję w korkach. Powieść jest taką lżejszą wersją Tołstoja bez moralizowania.