Leniwe maskotki, rekiny na smyczy, Tomasz Szlendak, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005

Socjologia dla początkujących albo dla nieświadomych rodziców, którzy nie mają pojęcia o konsumpcjonizmie czającym się za każdym zakrętem i czyhającym na ich pociechy. Czasem warto się rozejrzeć i uświadomić sobie w jakim świecie żyjemy – „W co kultura konsumpcyjna przemieniła mężczyzn i kobiety”. Autor nie do końca przybliża nam mechanizmy rządzące dzisiejszym światem klienteli, ale na pewno jego książka jest dobrym wstępem do dalszego zdobywania informacji – taka rozbiegówka.
Szlendak tłumaczy wszystko dosłownie, wręcz łopatologiczne; proste odniesienia, bogactwo przykładów i porównań . Dowcipny język rozładowywuje ładunek naukowych informacji, czyniąc go śmiesznym obcowaniem z socjologią. No bo talentu do niekonwencjonalnych porównań autorowi nie zbywa: facecik-pasztecik, upluszowienie ryzyka, babcine seksraje – i to tylko kilka nielicznych przykładów. Trafność niektórych spostrzeżeń jest naprawdę cenna, np. określenie strywializowanego seksu mianem szarlotki – zdrowej, swojskiej i spowszedniałej w publicznym świecie, reklamowanej nachalnie na każdym kroku (mamy nawet do czynienia z seksualizacją dzieciństwa!).
Konsumentom ich potrzeby są „objawiane” przez producentów, czego często nie zauważamy kupując jakąś nowość, która na pewno nam się przyda/pomoże/uratuje. Dajemy sobie narzucić nowe potrzeby realizując przy tym zapędy koncernów na nasze pieniądze – z takich „potrzebnych ” cud specyfików Actimel, działające zdrowotnie jogurty (to które nie działają?) – i tak dalej bez końca.
Socjolog ciekawie też wytłumaczył zmiany jakie zaszły w postrzeganiu starzejącego się ciała. Naturalne ludzkie procesy związane ze starzeniem się, są przez marketing przedstawiane jako „problematyczne” dla normalnego funkcjonowania ich właścicieli, teraz to już nie są niedołężni staruszkowie ale ułomni seksualnie klienci klinik chirurgicznych.
Mimo zgrabnie przedstawionych tematów czytając miałam wrażenie, że autor momentami zapędził się w swoich łopatologicznych próbach wytłumaczenia wszystkiego – powinien mieć więcej zaufania do inteligencji czytelnika. Kilka rozdziałów jest w tej książce zbędnych, formą pasują bardziej do gazetowych felietonów niż do dowcipnej pracy naukowej, przemyślenia z Krety mimo iż niebanalne mijają się z założeniami rozdziału II.
To tyle jeśli chodzi o nas : konsumentów-baranów „wiedzionych na supermarketową rzeź”.
Kategorie: literatura popularno-naukowa / socjologia / antropologia









