
„Świat artystyczny przedwojennej stolicy, wytworne towarzystwo, eleganckie hotele i nędza warszawskich zaułków, sława i tani blichtr, namiętne romanse i nikczemne zdrady. Losy Magdy, córki rzeźnika, która robi zawrotną karierę artystyczną i poślubia znanego członka warszawskiej socjety, hrabiego Runickiego. Czy jednak, jako renomowana aktorka i żona właściciela majątku ziemskiego, osiągnie wymarzone szczęście, dla którego zrywa kontakty ze swoim ojcem i siostrą? Czy rodzina jej męża i środowisko ziemiańskie, do którego wkracza ta wywodząca się z nizin społecznych ,,lafirynda”, zaakceptuje jej zmysł praktyczny i talent organizacyjny, dzięki którym ratuje majątek Runickich przed licytacją? Czy słynący z licznych podbojów miłosnych małżonek potrafi być Magdzie wierny? A może szczęśliwe życie w Wysokich Progach to tylko iluzja, podobnie jak osiągnięta wcześniej i drogo okupiona sława gwiazdy scenicznej…”
Na początku powieści narratorem „Wysokich progów” jest Ksawery Runicki. Jest to człowiek próżny, całkowicie skupiony na sobie i swoich potrzebach. Z drugiej strony szalenie zależy mu na opinii innych, trwoni resztkę pieniędzy jaka mu pozostała byle tylko zachować pozory, nawet jeśli znajomi wiedzą o upadłości Wysokich progów. Jak stwierdza jego ukochana, niestety wszystkie jego zalety tkwią w jego słabościach. Już gdzieś tak w jednej czwartej książki czytelnik serdecznie nienawidzi Ksawerego i ma dosyć jego dziecinnej natury. Dołęga dla uwypuklenia swojego zamysłu pisarskiego szalenie pognębił Magdę fatalnym mężem. Pieniądze się naszego bohatera stanowczo nie trzymają, ale też i rodzice nie charakteryzują się przedsiębiorczością i odpowiedzialnością. Teściowa Magdy widzi w sobie wręcz ucieleśnienie Messaliny (cesarzowa rzymska słynna z erotycznych ekscesów) i tak się zachowuje, szokując momentami brakiem taktu samą Magdę oraz czytelnika. Teścia-pustelnika prowadzącego badania nad rewolucją francuską, nie interesuje naprawdę nic oprócz jego własnych historycznych zainteresowań. Stery gospodarstwa całkowicie przejmuje Magda pilnując by żadna gotówka nie dostała się Broń Boże w ręce tych utracjuszy. I mimo całej pracy jaką włoży dziewczyna, nadal nie będzie częścią świata męża, Jaśnie Panią trzeba się niestety urodzić. Członkowie rodziny zawsze będą patrzeć na nią ” z wysokości drzew genealogicznych”, bo to nazwisko jest tradycją samą w sobie. Chociażby w oczach służby zawsze będzie córką rzeźnika, nawet jeśli to dzięki niej zaczną znów otrzymywać wypłatę.
Zastanawia mnie ten teść jeszcze, który może do obrotnych ludzi nie należy, ale który budzi sympatię czytelnika. Mężczyzna posiada ogromną wiedzę historyczną, prowadzi badania naukowe, ale w swojej rodzinie uważany jest za głupca. Jego wiedzą gardzi większość okolicznego ziemiaństwa. Wychodzi na to, że wykształcenie w oczach tej warstwy jest czystą stratą czasu i dziwactwem.
Magda nie jest bohaterką idealną, wolną od wad, ale niewiele jej brakuje. Mimo, iż za Ksawerego nie wyszła z miłości, a odrobinę z wyrachowania to i tak jej późniejsze poświęcenie na rzecz tej rodziny i jej majątku trochę ją rozgrzesza. Rozumiem, że autor z konieczności ratowania tej rodziny obdarzył ją pewnymi przymiotami, no i dla kontrastu z ich niewdzięcznością. W każdym razie Runiccy pognębili ją wystarczająco. Podoba mi się motyw walki samej bohaterki o godność, choć może autor za często nam o nim przypomina. Jako córka właściciela sklepu mięsnego i w dodatku aktorka, ma już na starcie „zapewnioną” negatywną opinię. Nie dość, że pochodzenie jest nie takie to i zawód. Już przyszły mąż „odpowiednio” ją ocenia startując do dziewczyny z wysokości swojej pozycji społecznej. Aktorka musi pracować niezwykle ciężko by zdobyć sobie szacunek niektórych osób, a są to i tak wyjątki, ponieważ w oczach większości i tak pozostanie „chamskim nasieniem”. I ten mąż, którego szacunek sobie zdobyła własną postawą i ciężką pracą, najbardziej będzie deptał jej honor. Momentami postać Runickiego nie mieści mi się w założonych przez pisarza ramach. Z jednej strony tak lubi dbać o pozory dobrego wychowania, a z drugiej w pewnych momentach kompletnie na to nie zważa. Dołęga za bardzo chciał jego kosztem dręczyć Magdę (z drugiej strony, Reymont też nie miał litości w sercu dla swojej Janki i też tyle niedoli jej sprezentował i rozczarowań w „Komediantce”). Nie wiem czy to maniera pisarza czy takie czasy, ale jak dla mnie „Wysokie progi” trącą momentami już sentymentalizmem, i niektóre sceny są wręcz za bardzo melodramatyczne.
Po wielu perypetiach nasza bohaterka też bardzo dorasta, staje się odpowiedzialną młodą kobietą o silnym poczuciu obowiązku. Pracuje bardzo ciężko i nie pozwala sobie na wiele rozrywek, wydawanie pieniędzy pozostawiając swej nowej rodzinie.
„Złota maska” bardziej mi się podobała, ale może to właśnie urok Dołęgi-Mostowicza, że człowiek kontynuuje lekturę, nawet jeśli widzi pewne niedociągnięcia.









