Nowości wydawnicze i zapowiedzi

Już nie pamiętam kiedy ostatnio przeszukiwałam zapowiedzi wydawnictw w poszukiwaniu ciekawych nowości. Pokusy czają się wszędzie:

Nie myśl, że książki znikną

Nie myśl, że książki znikną, Umberto Eco, Jean-Claude Carrière, Wydawnictwo WAB

Czy świat bez książek to tylko futurystyczna wizja czy realne zagrożenie i efekt daleko idącej technizacji życia? Czy rzeczywiście grozi nam „bibliocaust”, a jeśli nawet, czy byłoby to wydarzenie bez precedensu? Wiadomo przecież, że od dawien dawna książki dławił pożar, palono je na stosach i poddawano ingerencji cenzury. Słowo pisane było także wydane na pastwę ludzkiej ignorancji i głupoty. To zaś, co zastało jako spuścizna, jest ledwie strzępem twórczości minionych pokoleń.
Dwaj bibliofile, Umberto Eco i Jean-Claude Carrière, diagnozują zjawiska współczesnej kultury, to znaczy internet i elektroniczne nośniki pamięci. Według autorów Nie sądź, że książki znikną, nowe formy, choć coraz bardziej powszechne, nie wyprą tradycyjnych woluminów. Czy taka dość optymistyczna wizja nie jest jednak tylko marzeniem intelektualistów?

Największe kłamswta w historii

William Weir, Największe kłamstwa w historii, Wydawnictwo MUZA
Uznany historyk William Weir mierzy się z najpopularniejszymi mitami, którymi od lat karmią nas podręczniki historii. Nie tylko ujawnia zdumiewające nieprawdy, lecz również obnaża przyczyny powstawania kłamstw oraz rozważa, dlaczego mity ciągle są podtrzymywane. Analizuje oszustwa, które nauczono nas uznawać za prawdę – niezależnie od tego, czy zapoczątkowała je kampania oszczerstw, próba ubarwienia historii prawdziwej, nadmierne upraszczanie czy też błędne rozumowanie. Weir omawia sprawy, które, jak się nam wydaje, znamy, a następnie ujawnia, co się naprawdę wydarzyło i jak się to stało, że historia tak bardzo przeinaczyła fakty.
W rezultacie powstała frapująca książka tak dla entuzjastów historii, jak i dla czytelników pragnących po prostu znać prawdę.

 Duchy w polskich zabytkach

Duchy w polskich zabytkach, Jerzy Sobczak, Wydawnictwo MUZA

Kolejna książka z serii Są takie miejsca to publikacja prezentująca niezwykłe historie o duchach i zjawach w polskich zamkach, pałacach i kościołach. Autor, historyk i krajoznawca, który od kilkudziesięciu lat zgłębia tę tematykę, przedstawił 70 najciekawszych obiektów, wśród których znalazły się m.in. zamki w Baranowie Sandomierskim i Książu, pałace w Łańcucie i Nieborowie oraz kościoły w Krakowie i Poznaniu. Poszczególne hasła zawierają opis obiektu oraz krótką charakterystykę zjawy – zwykle postaci historycznej. Legendy o duchach stały się więc pretekstem do bliższego poznania historii Polski. W wielu przypadkach opowieści oparte są na relacjach świadków. Prezentowana przez nas publikacja, bogato ilustrowana pięknymi zdjęciami, zainteresuje zarówno miłośników zabytków, jak i pasjonatów nieprawdopodobnych historii.

 Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa

Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa, Margaret Atwood

Dług pieniężny, honorowy, dług, który może zostać spłacony jedynie krwią lub… własną duszą. Zobowiązanie zawierane dobrowolnie lub z przymusu, w ciemnym zaułku ulicy lub w eleganckich salach banku, potwierdzone podpisem – cyrografem, od którego nie ma łatwej ucieczki. Oddychamy długiem, żyjemy z nim, nosząc ciężar odsuniętej w przyszłość zapłaty – za nasze wydatki, za nasze grzechy, za przewinienia innych. Wykorzystujemy go, by manipulować, prowadzić wojny, ogrywać diabła. Do czasu, gdy on nie ogra nas i nie wystawi rachunku.

Atwood, posiłkując się Biblią, literaturą i obyczajowością, odkrywa demoniczny pierwowzór karty kredytowej w pakcie zawartym przez Fausta z Mefistofelesem. Analizuje rozrywkowy potencjał materialnych i moralnych zobowiązań, a pomagają jej w tym zarówno Chilli Palmer, typek spod ciemnej gwiazdy z kart znanej powieści Elmore’a Leonarda, jak i szamani znad jeziora Titicaca. Pisarka zastanawia się, czy zaciąganie długów może być grzechem, wyjaśnia, dlaczego musiał upaść zakon templariuszy i co dzieje się z dłużnikiem, gdy nie ma z czego oddać. Pisarka dotyka „mrocznej strony zadłużenia”, by płynnie przejść do zagadnienia długu w literaturze, proponując m.in. rozważenie kwestii, czy Dickensowski Scrooge nie jest przypadkiem Faustem à rebours, i pokazuje, że nawet w przypadku XIX-wiecznych kobiet upadłość moralna nie szła w parze z finansową, a wręcz przeciwnie.

Krew królów

Krew królów, Jurgen Thorwald, Wydawnictwo Znak

Według powszechnie panującej opinii choroba ta charakteryzuje się szczególnym przebiegiem procesu dziedziczenia. Zapadają na nią jedynie męscy członkowie rodziny. Kobiety natomiast są nosicielkami choroby, same jednak nie ujawniają jej symptomów. Najsłynniejszą nosicielką tej rzadkiej przypadłości była królowa Anglii Wiktoria. To ona nieświadomie poprzez mariaże swych dzieci przyczyniła się do rozpowszechnienia jej na europejskich dworach.
Bohaterami Krwi królów są trzej książęta, a zarazem trzy najbardziej znane przypadki hemofilii w Europie. Losy wydziedziczonego następcy tronu hiszpańskiego Alfonsa, księcia pruskiego Waldemara, walczącego o życie podczas ostatnich dni II wojny światowej, oraz carewicza Aleksego, leczonego przez demonicznego Rasputina, układają się we wstrząsającą kronikę wydarzeń, które w dużym stopniu zaważyły na losach Europy przełomu XIX i XX wieku.

 Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła

Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, Hannah Arendt, Wydawnictwo Znak

Dramatyczne dzieje procesu Adolfa Eichmanna, mordercy zza biurka, współodpowiedzialnego za Holocaust. Książka jest opatrzona słynnym podtytułem, w którym pojawia się jedno z najdonioślejszych sformułowań zrodzonych w stuleciu totalitaryzmów: „banalność zła”. Relacja Hannah Arendt to nie tylko znakomity literacko klasyczny reportaż sądowy, lecz także esej o mechanizmie państwa totalitarnego oraz mentalności jego twórców i sług. Autorka, jeden z najwybitniejszych, niezależnych umysłów naszego wieku, nie cofa się zarazem przed postawieniem pytań o istotę postaw Żydów europejskich w obliczu Zagłady. Książka bezcenna dla wszystkich, którzy interesują się historią i polityką XX wieku, a także pogłębioną interpretacją centralnych problemów naszych czasów.

Trucizna królewska, Maurice Druon

Trucizna królewska (Les Poisons de la Couronne), Maurice Druon, tłumaczyła Anna Jędrychowska, Muza, Warszawa 2001

Trucizna królewska

Ze wszystkich tomów cyklu „Królowie przeklęci” ten najbardziej przypomina mi zwykły romans. Do Francji przybywa cnotliwa narzeczona Ludwika X, Klemencja z Neapolu. Król po raz pierwszy zaznaje szczęścia i spełnienia, jego żona okazuje się kobietą bez wad, pobożną, cierpliwą, niewymagającą, pragnącą jedynie służyć swemu wielkiemu panu. Władca rewanżuje się jej nie kryjąc swego przywiązania, szacunku, powściąga swe humory, bierze się w garść i prawie zaczyna rządzić państwem. Jednak jego charakter, zaślepienie i niezdolność do podejmowania decyzji sprawiają że jest władcą-ofermą, marionetką w rękach innych. Pisarz otwarcie nazywa go głupcem, krytykując i drwiąc z niego. Jednak jego zarządzenia będą miały poważne konsekwencje dla Francji w przyszłości. Sama Klemencja całkiem nieźle odnajduje się na dworze, żyjąc w myśl zasady „(…) nie jest się królową, aby być szczęśliwą.”

„Trucizna królewska” wydała mi się nudna, to jest książka, w której autor musiał poskładać do kupy wszystkie rozpoczęte wątki. Do tego w tej powieści na tle romansów króla i Gucia uwidacznia się nieznośna maniera językowa Druona. Pisarz  niepotrzebnie sili się na poetyckość, wychodzą z tego jakieś drżące włosy niczym komety i inne śmieszne porównania. Spory i wieczne pretensje rodziny Mahaut i Roberta stają się męczące, Klemencja nudzi. Trochę akcji zapewnia Gucio, siostrzeniec kupca Tolomei, ten młodzieniec z tomu na tom dorośleje, choć nadal pozostaje uroczym głupcem. Zakochany z wzajemnością w Marii De Cressay, kobiecie biednej ale pochodzącej ze szlacheckiego, dumnego rodu. Jak można się domyślić rodzina młodej panny kręci nosem na myśl o takim mezaliansie, przymieranie głodem to nie powód by wydać jedyną córkę za bankiera. Nierozwaga tego młodego lombarda ubarwia fabułę.

Do tego wszystkiego zastanawiam się dlaczego pisarz tak uparcie zdradza fabułę każdej swej powieści już w tytule?

tego samego autora zrecenzowane na blogu:

„Król z żelaza”

„Zamordowana królowa”

Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska

Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska, WAB, Warszawa 2008

 Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny

 Jakoś nigdy nie pałałam nadzwyczajną chęcią odwiedzenia Nowego Jorku, ale muszę przyznać, że po książce autorstwa Kamili Sławińskiej zmieniłam zdanie. Jak mówi sama autorka „to jest książka dla flâneurs, łazików, ludzi ciekawych wszystkiego i jednocześnie niczego konkretnego. Dla takich, którym się nie spieszy i którzy nie noszą przy sobie spisu obowiązkowych atrakcji stojących w kolejce do „zaliczenia”. Dla takich, którzy mają głowy na tyle otwarte, by dostrzegać niezwykłość w często przeoczanych drobiazgach.” (Opinia Polish Cultural Magazine) Inspiracją pisarki były przede wszystkim opowieści innych mieszkańców The Big Apple i cykl dokumentalny Rica Burnsa „New York”.

Pisarka uwielbia swoje miasto i wcale się z tym nie kryje, zdaje sobie sprawę z jego słabości i minusów, presji jakie wywiera, szaleńczego tempa jakie ogarnia ludzi nie tylko na Manhattanie. Do tego wszystkiego Kamila Sławińska jest świetnym obserwatorem, czułym na zmiany, na zmienny puls życia miejskiego. Jej krótkie opowieści doskonale się czyta, zwłaszcza, że autorka ma dar do ubierania w słowa swoich obserwacji i własny styl. Do tego, często tematem jej opowiastek są często rzeczy z pozoru nieważne, a składające się na klimat tego miasta, jak amerykańska kawa w papierowych kubkach, nocne taksówki czy sample sale. Oczywiste jest, że nie wszystkie eseje znalazły moje uznanie, ale to kwestia gustu i podjętych zagadnień.

Co prawda przeszkadzać po pewnym czasie mogą nieustanne peany autorki na cześć tej Ziemi Obiecanej, na której chce mieszkać tyle osób, gdzie tylko wybrańcom się udaje, bo to nie Miasto dla wszystkich itd. Do tego totalna nieskromność pisarki może zniechęcić do niej samej niektórych czytelników, no ale przecież nie o twórcę tu idzie, ale jego utwór, a w opisywanym mieście nie byłam więc mam niepełny obraz sytuacji. Zresztą te negatywne odczucia przyćmiewa nowojorski klimat i czarno-białe zdjęcia zamieszczone w wydaniu.

 „(…) nie wystarczy odpowiedzieć na wszystkie pytania w teście na obywatelstwo, żeby przynależeć, być u siebie. Są tu, w miejscu, które wybrali z takich czy innych powodów, ale bez względu na to, skąd pochodzą i co tu przeżyli, tęsknią. Za zbieraniem grzybów na Mazurach. Za domowym dim-sum i porą deszczową na Tajwanie. Za gremialnym szaleństwem małomiasteczkowych Oktoberfest. Za dziadkiem w Pendżabie, którego pewnie już nie zdążą zobaczyć. Za pewnym magicznym miejscem w miejskim  parku w Seulu, o którym nikt nie wie. TO zwykłe małe rzeczy budzą najwięcej tęsknot. Ci, co mówią, że chcą wracać, nie używają wielkich słów. Mówią „mama”, ale nie „ojczyzna”. Mówią „przyjaciele”, ale nie „patriotyzm”. Mówią „domowy krupnik”, ale nie „tradycja”.”

„Kiedy nowojorczyk wyjeżdża ze swojego Miasta na zawsze, choćby był dotąd nim zmęczony i znudzony ponad wszelką miarę, z nagłym przerażeniem zaczyna rozumieć, że utracił kawałek siebie. I to, że New Yorker to narodowość. Ba, nawet więcej: to wyznanie, dożywotnie członkostwo w hermetycznej sekcie szaleńców, którzy oddali Miastu najlepsze lata swego życia, zgodzili się na niebotyczne koszty utrzymania, zatrucie środowiska, ciasnotę, by w zamian dostać najdziwniejszy z narkotyków: nowojorski cool.”

„(…) Nowy Jork jest kolekcją zdjęć, tylko czekających, by je zrobić. I choćby co roku powstawały miliardy nowych fotografii – amatorskich i profesjonalnych, udanych i nie – to zawsze znajdzie się coś nowego. Nieodkrytego, niedocenionego, uśpionego lub tylko efemerycznego jak jętka. Coś, co czeka na tę idealną chwilę, na bystre oko i pewną rękę, która we właściwym momencie złoży się do strzału. Tyle jest w Nowym Jorku rzeczy zbyt nieprawdopodobnych, by je opisać, a które żal byłoby bezpowrotnie utracić – maleńkich cudów, które ze szczętem rozpuściłyby się w każdej opowieści, a którymi koniecznie trzeba się z kimś podzielić, żeby samemu móc w nie uwierzyć. Dlatego Miasto zostało stworzone dla fotografów – jest zbyt szybkie dla słów.”

seria: Terra Incognita

Zamordowana królowa, Maurice Druon

Zamordowana królowa (Le Reine Etranglee), Maurice Druon, tłumaczenie Anna Jędrychowska, Muza, Warszawa 2001

Zamordowana królowa

Drugi tom serii „Królowie przeklęci” czytało mi się równie szybko jak pierwszy. Mamy 1314 rok i rozpoczynają się rządy syna Filipa Pięknego, zwanego Kłótliwym, który w pełni zasłużył sobie na ten przydomek. Ludwik X jest człowiekiem słabym, chorym i do tego rogaczem.  Nic go tak nie obchodzi, jak zatarcie skandalu jaki wywołała jego żona, Małgorzata Burgundzka, zdradzając go. Jego doradcy wychodzą z założenia, że klin klinem, i proponują kolejną żonę, tym razem słynącą z urody i cnoty księżniczkę Neapolu. Tymczasem wokół tronu młodego króla gromadzą się hieny żądne wpływów, pieniędzy i władzy. Cała powieść traktuje właściwie o przepychankach dwóch stronnictw i ich popleczników. Niezdecydowanie niedoświadczonego Ludwika X powoduje iż jest on łatwym łupem pochlebców, górą ten, kto jest w stanie zaspokoić potrzeby młodzieńca. Żadna ze stron nie przebiera w środkach, każdy natomiast zdaje się nie pamiętać o rzeczywistym dobru państwa, o które powinno się zabiegać. Autor podkreśla nędze ludzi biednych, głód i ich bezbronność. W obliczu przepychanek wokół tronu blednie dobro ogółu. Prosty ten zamysł autora oddaje istotę tej powieści.

Druon w mocny sposób przedstawia popełniane zbrodnie, morderstwa czy powieszenie skazańca są opisane z perspektywy ofiary. Nie zdradzę wiele jeśli powiem, że śmierć Małgorzaty, uwięzionej królowej nie jest naturalna. Niezwykle obrazowy jest opis jej odczuć i strachu, wykorzystana więźniarka jest dla wielkich panów jedynie przeszkodą, niczym więcej. Jak można się domyślać z jej punktu widzenia wygląda to o wiele dramatyczniej. To mi się spodobało u tego autora, wielowymiarowość przedstawionych postaci. Można mu jednak zarzucić zbyt proste przedstawianie motywów i dość kiepski styl.

tego samego autora zrecenzowane na blogu: „Król z żelaza”

seria: Spectrum

Polska Jagiellonów, Paweł Jasienica

Polska Jagiellonów, Paweł Jasienica, Prószyński i S-ka

Polska Jagiellonów


Wciągnęły mnie książki Pawła Jasienicy, ten historyk stał się dla mnie gwarantem doskonałej intelektualnej rozrywki. Jakaż szkoda, iż czytając jego książki trzeba się mieć na baczności. Co prawda autor otwarcie przyznaje, że samodzielnie wyciąga daleko idące wnioski, analizuje i przepaja uzyskane informacje  swoimi poglądami, nie zawsze uznanymi przez innych. Jednak jego styl jest unikatowy. Dla tego pisarza historia to pasja, daje się jej całkowicie ponieść, można napisać, że jego entuzjazm jest zaraźliwy. Dzieli się z czytelnikami zebranymi ciekawostkami ale i wątpliwościami. Ten zbiór esejów czyta się szybko i przyjemnie. Znane z kart historii postacie ożywają, grzeszą, oddają się swoim słabościom, okazują się ludźmi po prostu.

„Polska Jagiellonów” obejmuje lata 1386 – 1572, jednak pisarz wspomina też o władcach piastowskich, by czytelnik miał pełen obraz sytuacji polityczno-gospodarczej Polski. Jasienica pisze nie tylko o dokonaniach i porażkach królów, próbuje nakreślić ich wielowymiarowe portrety. Zastanawia się nad samą ideą sprawowania władzy przez jedną osobę w państwie, co wpływało na jej decyzje, jak duży wpływ miała osobowość i charakter danego władcy. Wiele miejsca poświęca rządom Władysława Jagiełły, wpływu jego narodowości na późniejsze decyzje dotyczące Rzeczpospolitej i Litwy. Tu mamy bardzo ciekawe odautorskie komentarze i przemyślenia. Myślę, że czytając czytelnik też zaczyna zdawać sobie sprawę z niejednorodności historii, jej niezwykłej dwuznaczności i sposobu w jaki można ją badać i oceniać. Co do samej Litwy, to i tu autor opisuje pokrótce formowanie się tego państwa, począwszy od przyjęcia chrztu. Publicysta pobudził bardzo moją ciekawość odnośnie królowej Bony, zastanawiam się ile prawdy tkwi w jego opisach. Postać królowej jaka wyłania się z tej książki to kobieta niezwykła, orientująca się w politycznych meandrach i tronowych rozgrywkach, wspierająca męża, ba, często decydująca za niego. Można wręcz napisać, że w tym małżeństwie to ona „nosiła spodnie”, będąc władcą zdecydowanym, odważnym i dalekowzrocznym. Niezdecydowany Zygmunt I wypada tu po prostu blado.

Z kolejnych interesujących tematów podjętych przez Jasienice wymienić jeszcze mogę teorię charakteru narodowego, której  pisarz przeczy. Rzecz tyczy się zwłaszcza przysłowiowego warcholstwa szlachty i jej rozpasania. Historyk składa to na karb charakteru rządów, osoby dzierżące władzę wytwarzały warunki i przez to kształtowały obywateli. Liberum veto nie pojawiło się nagle, poprzedzał je długi i skomplikowany proces przemian społecznych i politycznych w kraju. W swoich esejach publicysta zwraca uwagę czytelnika na pogarszającą się dolę chłopa, który jeszcze za Piastów nie miał tak źle, czy powiększającą się pulę przywilejów szlacheckich. Podług autora „Polski Jagiellonów” potulność chłopa była nabyta. a nie wrodzona.

kilka cytatów:

„Rozszerzanie i określanie uprawnień społeczeństwa to czynność z reguły pożyteczna, tylko takie dzieje zasługują na szacunek, które tej czynności sprzyjają. […] Źle zaczyna się dziać dopiero wtedy, kiedy część, a czasem mała cząstka społeczeństwa uznaje i ogłasza siebie za cały naród, podstawia się niejako na jego miejsce, garnąc prawa na swój własny użytek.”

„Polityka nigdy zresztą nie przypomina dyskusji filozoficznej. Istota jej to walka określonych interesów i sił, a nie spór naukowy pomiędzy zwolennikami rozmaitych poglądów.”

„Nasza wiedza o przeszłości zawsze jest ułomna, nawet szczątkowa. Nigdy nie może być pełna, bo wśród dokumentów i zabytków wszechmocnie gospodarzył los, ślepy traf.”

„Dzieła imponujące pod względem politycznym osiągano często w sposób daleki od przyzwoitości.”

Kobieta w czasach katedr,Regine Pernoud

Kobieta w czasach katedr (La femme au temps des cathedrales), Regine Pernoud, przełożyła Iwona Badowska, Książnica, Katowice 2009

 Kobieta w czasach katedr

W kieszonkowej serii Książnicy wydano już wiele ciekawych książek, ta też do takowych należy. Znana francuska mediewistka (teraz poznana i przeze mnie), archiwistka i paleograf to autorka kilkudziesięciu prac naukowych. Lista jej publikacji zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

„Kobieta w czasach katedr” to lektura niezwykle pobudzająca, a do tego poprawiająca humor. No bo jak tu być niezadowoloną gdy czyta się jak wielki wpływ panie miały na politykę międzynarodową, stanowiły niezastąpione oparcie dla swych mężów-władców, często same kierując ich potęgą. Zdroworozsądkowo tych przykładów hożych i zaradnych kobiet nie ma znów tak wiele, to nie horda, która zmieniła oblicze świata, ale pojedyncze jednostki. Jednak jakie to niezwykłe osobowości pozwoliły tym paniom przebić się przez jeszcze nie okrzepły pancerz szowinizmu i wziąć sprawy w swoje ręce. Wiele z przywołanych postaci było mi mniej lub bardziej znanych, jednak autorka ukazuje je w zupełnie nowym świetle, próbuje udowodnić, że ich przykłady nie były przypadkowe czy odrębne. Zachęca czytelników so spojrzenia na średniowiecze przychylniejszym okiem, ukazuje tę epokę jako pełną możliwości dla płci pięknej, których następne wieki nie będą już miały. Kolejne stulecia nie będą miały prawie nic do zaoferowania kobietom. Mediewista uświadamia, że nawet XIX wiek miał często więcej restrykcji w stosunku do płci pięknej niż „ciemne wieki”. Tu kobieta nie stanowiła tylko biernej inspiracji artystów, poetów, sama chwytała za pióro czy oręż. Autorka podkreśla ogromną rolę kobiet w krzewieniu wiary chrześcijańskiej. Zaprzecza obiegowym opiniom, ba, ukazuje pozycję kobiety w średniowieczu w całkiem nowym świetle.

Publikacja napisana jest językiem przystępnym, czyta się jak ciekawą powieść. Obowiązkowa lektura dla feministek, nie tylko tych wojujących. Książka pełna ciekawostek, interesujących historii, wzbogacona dokumentami źródłowymi.

ciekawe cytaty:

„Dopiero w końcu IV wieku, około 390 roku, ustawodawstwo cywilne pozbawi ojca owego prawa do decydowania o życiu i śmierci swoich dzieci. Wraz z rozpowszechnianiem się Ewangelii zanikał pierwszy i zarazem najbardziej decydujący argument w sprawie dyskryminacji płci: prawo do życia zostaje przyznane dziewczętom na równi z chłopcami. Od tego czasu począwszy chrześcijańska wizja człowieka, poszanowanie dla życia głoszone przez Ewangelię, weszły na tylę w sferę obyczajów,iż zaczyna powolutku zakorzeniać się poszanowanie osoby, które dla chrześcijań rozciąga się na całeżycie, a nawet – na życie dziecka nowo narodzonego lub mającego się urodzić.”

„Zatrzymajmy się tu trochę dłużej: kobiety, które sprawowały władzę polityczną, mają nam zapewne coś do przekazania. Fakt wykonywania najwyższej władzy nie przeszkadzał im pozostawać kobietami w pełnym znaczeniu tego słowa. Wcale nie starają się kopiować ani naśladować męskich wzorców. W swoim sposobie zachowania się, rzecz istotna, nawet w trakcie działań politycznych czy wojennych pozostają zawsze kobietami. Pragną być podziwiane i kochane, co więcej, ich działalność, jest nacechowana pewnego rodzaju względami wobec innych osób, ich decyzje sąspecyficznie kobiece, takie, jakich nie powziąłby żąden pan czy wódz.”

Księga Sądu Ostatecznego, Connie Willis

Księga Sądu Ostatecznego (Doomsday Book), Connie Willis, Bantam

 Doomsday Book

Rzadko czytam książki z gatunku science-fiction, choć lubię prozę Philipa K. Dicka, w przypadku tej pozycji skuszona zostałam akcją, która ma miejsce w średniowieczu. Wszystko rozpoczyna się w niedalekiej przyszłości, bo w 2054 r., jednak oprócz paru gadgetów jest to codzienność podobna do naszej, no może poza podróżami w czasie. Tak, ludzkość wreszcie tego dokonała i może wysyłać ludzi w przeszłość, jednak są to głównie historycy, którzy ofiarnie prowadzą badania terenowe. Żeby było jasne, nie mamy tu jakiegoś szaleńczego biegu po epokach, wszystko jest wyważone, rutyna zapanowała w ośrodku badawczym, oni po prostu patrzą i notują jak wyglądała historia na żywo, żadnej ingerencji w zamierzchłe czasy. Takie podejście autorki spodobało mi się, zwłaszcza, że owe wycieczki w czasie są tu tylko pretekstem do przedstawienia samej natury ludzkiej.

Główna bohaterką jest Kivrin, młoda, pełna zapału, pani naukowiec, która z oddaniem przygotowywuje się do swego pierwszego przerzutu. Jej wigor i nieokiełznane chęci poznania średniowiecza „namacalnie” sprawiły, że rozwiała obawy starszych profesorów i z uporem wkuwa teraz zaprzeszłe formy staro angielskiego. Warto wspomnieć, że dzielna dziewoja będzie pionierką w tym okresie, zbyt mała ilość danych, kiepskie warunki sanitarne, wszechobecny smród, wysoki poziom niebezpieczeństwa sprawiły, że nikt jakoś się wcześniej nie kwapił do zbadania tego okresu naocznie. Oczywiście absolutnie nic nie jest w stanie zniechęcić naszej bohaterki, ni dobre rady starszego profesora, ni zdrowy rozsądek. Postanowiono wysłać pannę do 1320 r. jednak nie byłoby książki gdyby nie pojawiły się problemy, zbliżające się święta Bożego Narodzenia sprawiają iż cały naukowy zakład jest dość rozkojarzony, pracownicy wykazują brak odpowiedzialności i niekompetencję, do tego zachodzą poważne wypadki, które sprawiają, że Kivrin ląduje o kilka lat później niż by chciała.

Akcja prowadzona jest dwutorowo, wrażenia Kivrin w czternastym wieku przeplatane zostają z wydarzeniami jakie mają miejsce w dwudziestym pierwszym. Rozdziały opisujące losy odważnej bohaterki w średniowieczu były dla mnie najciekawsze, tu pisarka pokazała co potrafi. Nie tylko historyk przenosi się tu w czasie. Zaraz po przeniesieniu czytelnik wraz z bohaterką mógł odczuć jej samotność, bezradność, skrzący się śnieg, bezmiar lasów, migotliwość gwiazd na niebie i przejmujące zimno. Praktycznie nic się nie działo, a mimo to wciągnęłam oddech i poczułam zagrożenie jakie mogła czuć Kivrin. Dalej widzimy trud ludzi, codzienną walkę z głodem, ogromny strach przed chorobą,  rozpacz z poczucia beznadziejności i wreszcie wiarę, integralną część życia. Ojciec Roche staje się wreszcie tak samo ważny dla Kivrin jak dla lokalnej społeczności. Proste gesty nabierają nowego znaczenia, stają się dowodem współczucia, miłości, przebaczenia i nadziei.

Autorka wprowadza do powieści ciekawe motywy, jak choćby swoistego żaru młodości, który przenosi góry i rozczarowań jakie może przynieść dojrzałość. Ludzkiej bezradności wobec nieznanego zagrożenia czy choćby szczerej przyjaźni i opiekuńczości.

Książka momentami mi się dłużyła, akcja jest momentami rozwleczona do granic i główna bohaterka jak na historyka nie wykazuje się zawsze domyślnością i wiedzą.

Myślę, że to powieść, która skłania do pewnych przemyśleń nad naturą ludzką, potrzebą wiary, roli religii w naszym życiu. Wiem, że sięgnę po kolejne książki tej autorki. Powieść mogę też polecić z czystym sumieniem osobom, które żywią pewne obawy co do gatunku s-f.

nagroda Hugo dla najlepszej powieści 1993

nagroda Nebula dla najlepszej powieści 1992

nagroda Locusa dla najlepszej powieści s-f 1993

polskie wydanie:

Księga Sądu Ostatecznego

Wydawnictwo:Prószyński i S-ka                                           Rok wydania: 1996
Liczba stron: 844
ISBN: 83-86868-42-2
Oprawa: miękka
Tytuł oryginału: Doomsday Book
Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik

The Tainted Relic

The Tainted Relic : An Historical Mystery (The Medieval Murderers, #1)by The Medieval Murdererers – Simon Beaufort, Michael Jecks, Susanna Gregory, Bernard Knight, Ian Morson, Philip Gooden, Whole Story Audio Books

The Tainted Relic

The Medieval Murderes to grupa popularnych autorów historycznych kryminałów, na którą składają się Simon Beaufort, Michael Jecks, Susanna Gregory, Bernard Knight, Ian Morson i Philip Gooden. Ci przedsiębiorczy pisarze postanowili połączyć siły i napisać wspólnie książkę, wyszło im z tej współpracy już pięć tomów. Ponieważ nie mogłam zdecydować się na żadną z serii promowanych przez każdego z tych autorów wybrałam hurtowo wszystkich w jednym.

Sam pomysł zrzeszenia się w imię wspólnego tworzenia i zarabiania pieniędzy wydaje mi się całkiem trafiony. Mamy jedną grubaśną książkę (lub audiobooka) gdzie możemy posmakować każdego z wyżej wymienionych twórców. Wszyscy mają swoich bohaterów, którzy zwykle prowadzą śledztwa w średniowieczu.

Akcja „The Tainted Relic” rozpoczyna się w 1100 r., w Jerozolimie, zaraz po jej zdobyciu przez chrześcijan. Ci, zachowują się nie zupełnie tak, jak przystało na wyznawaną wiarę, mordują i plądrują ile sił wlezie, profanując przy tym miejsca święte. W jednym z kościołów przechowywany był fragment krzyża Jezusa, jego opiekun wraz z rodziną zostają zamordowani, jednak nim oprawcy zdążyli ich uciszyć sprawujący pieczę nad reliktem niewierny przeklina go. Klątwą zostaną obłożeni wszyscy ci, którzy dotkną świętego krzyża, gdy tylko relikwia opuści ich pieczę umrą. W ten sposób najcenniejsza z możliwych relikwii staje śmiercionośną bronią – pomysł choć ironiczny, to dość naciągany. Przed nami pięć historii poświęconych przeklętej drzazdze i pokłosiu ofiar jakie zbiera. Spodobało mi się to że sam motyw relikwii potraktowany jest w sposób dość sarkastyczny, autorzy trochę kpią z ówczesnego społeczeństwa i czarnego rynku obiektów kultu.

Miałam wrażenie, że autorzy mocno o serca wzięli sobie to, że akcja wszystkich historii ma miejsce w średniowieczu i szafują jak mogą morderstwami. Czasem nim zdążyłam się połapać kim jest dana postać, ta już dawno wyciągnęła nogi, a śledztwo było w toku. Byłoby mi jednak prościej gdybym wcześniej poznała wszystkich bohaterów-detektywów, lepiej bym się połapała. Sama historia rozciąga się na przestrzeni ponad 500 lat, kolejno osadzone w różnych brytyjskich miastach. Czytelnik zostaje właściwie rzucony na głębokie wody losów kolejnych detektywów, historia każdego z nich nie jest w tej książce przedstawiona. Wpadamy w sam środek ich życiowych wyborów i perturbacji.

Stwierdzam, że wolę jednak rozpracować każdego z autorów oddzielnie, choć mówią, że w kupie siła.

Król z żelaza, Maurice Druon

Król z żelaza (Le roi de fer), Maurice Druon, tłumaczyła Anna Jędrychowska, Muza, 2001

 Król z żelaza

 „Królowie przeklęci” Maurice’a Druon to cykl, który obejmuje lata 1314-1342 i zaczyna się rządami Filipa IV Pięknego, którego dusza i sumienie takie piękne już nie były. Król ten za czasów swych rządów we Francji zdołał opróżnić niejedną, cudzą sakiewkę na potrzeby swych wojen. Dostało się nawet Templariuszom, których oskarżono o herezję i poddano perswazyjnym przesłuchaniom. Sprawa ciągnęła się  przez siedem lat, w trakcie których poplecznicy władcy zdołali nieźle napełnić kiesy złotem Krzyżowców, a ich samych poddać skutecznym torturom. Jednak jak się okazało nie złamali ducha wszystkich, Jacques De Molay, wielki mistrz zakonu, płonąc na stosie przeklął Filipa IV i jego potomków, aż do trzynastego pokolenia (widocznie chciał być w stu procentach pewny, że nie wyżyją). Jak można się domyślać rycerz nie rzuca tu słów na wiatr i jeszcze w tym samym tomie królowi się zemrze.

Druon pokazuje nam państwo Filipa IV oczyma jego najbliższych i jego samego. Poznajemy dokładnie poszczególne frakcje i stronnictwa polityczne wraz z ich podstępnymi knowaniami. Nie brak tu niczego, sodomii, skandalu z księżniczkami, trucizn, miłosnych igraszek, cnotliwych dziewic. Jeśli chodzi o skandal obejmujący cudzołożące księżniczki to nie mogłam uwierzyć w ich głupotę, dziewczyny oddały niezwykle cenne sakiewki wysadzane klejnotami swoim kochankom, dość powiedzieć, że owe cuda otrzymały od swej szwagierki Izabeli Francuskiej, córki Filipa Pięknego. To pachnie podstępem na mile. Zaślepienie księżniczek tłumaczy długość ich romansów (pozwalały sobie na swawolne igraszki przez trzy lata pod niewidzącym okiem swych mężów w wieży Nesle), ale dopóty dzban wodę nosi…

Jednak to nie tytułowy bohater wydał mi się postacią najciekawszą, a bankier de Tolomei. Człowiek niezwykle przebiegły i groźny, doskonale umiejący wykorzystać wszystkie znajomości, świetnie radzący sobie na grząskim terenie szantażu i biznesu, bankowy spowiednik możnych tamtych czasów. Lombardczyk wydał mi się postacią nietuzinkową, jego znajomości sięgają dworu i potrafił nieźle tam namieszać.

Powieść czytało się naprawdę szybko mimo pewnej archaiczności języka i niekoniecznie udanych opisów, np. „pragnęła już tylko oprzeć głowę o tę pierś bawołu” (to o potężnym mężczyźnie).

Druon zdołał powołać raz jeszcze do życia postacie historyczne i pokazał, że najciekawsze historie pisze samo życie. Do tego dobra wiadomość dla wszystkich, których zachęciła moja recenzja, Esensja pisze, że we wrześniu tego roku możemy spodziewać się wznowienia serii przez Wydawnictwo Otwarte (choć na stronie wydawnictwa żadnej informacji na ten temat nie znalazłam) w nowym tłumaczeniu Adriany Celińskiej.

Cykl: Królowie przeklęci

Seria: Spectrum

Krucjata Pagana, Catherine Jinks

Pagan’s Crusade, Catherine Jinks, Candlewick

Pagan's Crusade

Catherine Jinks to autorka pisząca dla młodzieży, o czym nie wiedziałam zaczynając tę książkę, ale co mi nie przeszkodziło ją skończyć.

Myślę, że w obliczu współczesnych trendów literatury młodzieżowej ta powieść stanowi ciekawy wyjątek czerpiąc z historii a dając spokój wampirom i czarodziejom (przesyt po prostu). Autorka zdołała napisać książkę, którą czyta się szybko i przyjemnie a jednocześnie można się dowiedzieć kilku prawd o człowieku.

Okres wypraw krzyżowych i zdobycia Jerozolimy, to czas, w którym chrześcijaństwo pokazało swe niechlubne oblicze i o tym nie zapomina autorka. To mi się właśnie spodobało, nie mamy tu do czynienia z „ugłaskaną” historią, gdzie jej ofiary tylko czają się w pomroce dziejów, ale z historią opowiedzianą ze swarą i charakterem. Jinks nie boi się przedstawić ludzi takimi jakimi są, mimo całych wieków szacownej historii Jerozolimy i chlubnej obrony wiary, ludzie pozostają tylko ludźmi. Przekupstwa, morderstwa, wykorzystywanie słabości innych, to codzienność. Nasz bohater jest młodzieńcem bez złudzeń, który poznał od podszewki okrucieństwo świata, a i sam nie jest bez skazy. Dziecko chrześcijanki i niewiernego Turka. Jego długi zmuszają go do zaciągnięcia się w szranki Zakonu Templariuszy, tam zostaje giermkiem Lorda Rolanda de Bram. Jego nowy pan jest rycerzem o nieposzlakowanej opinii, paragon cnót, który zawsze ratuje z opresji damy i staruszki. Autorka wykorzystuje znany nam motyw pana i sługi, gdzie to ten drugi zna lepiej życie i smak rozczarowania.

Pisarce można zarzucić bardzo skromne tło historyczne, w którym tkwi niewykorzystany potencjał. Większość ksiązki to dialogi i opisy bohaterów (co pewnie z perspektywy młodszych czytelników może znaleźć uznanie), niedostajemy więc solidnego opisu samej Jerozolimy. Do tego pociapana fabuła, czytając miałam wrażenie, że autorka dosztukowywała kolejne rozdziały i zapomniała ujednolicić i wygładzić całość. Mogła popracować też bardziej nad charakterami, choćby głównego bohatera, rozwinąć je trochę, ale seria ta ma kolejne tomu, więc przypuszczam, że poszczególne postacie i tak poznamy lepiej. Pagan to osoba niezwykle krytyczna, ironiczna, momentami zjadliwa. Przez całą książkę trzyma się swojej roli i sypie sarkastycznymi uwagami. Jednak pomimo tych wszystkich zarzutów można się dobrze bawić czytając powieść, a historia może okazać się całkiem ciekawa dla kogoś kto jej nie ceni (delikatnie powiedziane).

kilka najzabawniejszych cytatów

„He pulls out a quill pen. ‘Name?’ he says.

‘Pagan.’

‘Pagan what?’

‘Pagan Kidrouk.’

‘Pagan Kidrouk, sir.’

(Christ in a cream cheese sauce.)

Scratch, scratch. He writes very slowly.

‘Age?’

‘Sixteen. Sir.’

‘Born in?’

‘Bethlehem.’

Rockhead looks up. The brain peeps out from behind the brawn.

‘Don’t worry, sir. It didn’t happen in a stable.’”

 

„‘So I take it you’re all experts on the subject?’ he snarls. ‘You’ll

know exactly what to do when you’re confronted by a band of

armed brigands, will you?’

Well I certainly will. I’ll run like hell.

‘Good. Then perhaps you can answer a few questions.

Kidrouk!’ (Oh no.) ‘What’s the most dangerous kind of brigand?’

Christ in a cream cheese sauce. ‘The most dangerous kind of

brigand, sir?’ (Stalling.)

 ‘That’s what I said.’

‘Well, sir – the most dangerous kind of brigand is probably one

that’s still alive.’”

 

 „And then we lost someone on the ship, didn’t we, Radulf? Died of

seasickness.’

Died of seasickness? That I don’t believe. You can’t die of

seasickness, sweetheart. No matter how much you might

want to, when you have it. ‘But that’s impossible. He couldn’t

have died of seasickness. Nobody can.’

‘Oh, but he did. He was vomiting over the side and he

fell into the sea.’”