Człowiek z Wysokiego Zamku (The Man in the High Castle), Philp K. Dick, przekład Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy Rebis, Warszawa 2006

Już naprawdę od dawna nie czytałam nic autorstwa K. Dicka, gdy tylko zagłębiłam się w lekturę „Człowieka z Wysokiego Zamku” od razu przypomniałam sobie charakterystyczne wyznaczniki stylu tego pisarza.
To co lubię u Dicka to jego zdolność do tworzenia niezwykłych światów od samych postaw i ze wszystkimi szczegółami tworzącymi nową, niezwykłą, momentami nawet psychodeliczną rzeczywistość. Wyobraźcie sobie życie w społeczeństwie pełnym skostniałych zasad, gdzie wasza rasa wyznacza wam status i ukierunkowywuje waszą przyszłą drogę życiową, gdzie religią jest dyktatura rządu, bez wolnej gospodarki i konkurencji. Państwa Osi wygrały drugą wojnę światową i podzieliły się wpływami, Ameryka jest zależna od Japonii, której skośnoocy mieszkańcy opanowali kontynent kulturowo i gospodarczo. Jeden z bohaterów książki, Robert Childan, to dziecię już całkiem nowego świata. Jednocześnie podziwia i gardzi Japończykami, jest człowiekiem wierzącym w postulaty Rzeszy, krótkowzrocznym rasistą. Z jego pespektywy poznajemy japoński wymiar tej alternatywnej Ameryki, przesyconej teraz sztywnymi zasadami wychowania i pozorów spokoju. Childan, jako typowy, żywiołowy Amerykanin, nie umie odnaleźć się w społeczeństwie, które wymaga od niego stoicyzmu, spokoju i opanowania. Takie drobiazgi jak wpływ charakteru narodowego na zachowania ludzkie wzmocniły mój podziw dla Dicka, tu wszystko jest przemyślane, dopracowane, w swojej wizji zadbał o każdy aspekt alternatywnej rzeczywistości. Widzimy jak myślą ludzie, którym wpojono strach przed Żydami i sami Żydzi. Poznajemy działania i myśli człowieka, który chce uratować świat od kolejnej wojny, a jednocześnie, sam nie wierzy w sens swej misji.
Prężnie rozwijające się mocarstwa nie poprzestają na Ziemi, biorą we władanie każdy skrawek lądu i morza. Zachłanność Rzeszy nie ma tu końca, to jest wręcz jakiś szał szerzenia doktryny i wiecznego zdobywania, ciągłych zbrojeń. Przedsiębiorczy Niemcy osuszyli i zaorali morze Śródziemne, wykończyli ludność Afryki, gdyż eksterminacja Żydów nie wystarczyła i trzeba było poeksperymentować jeszcze na Czarnym Lądzie. Hitler zmarł na syfilis, a o władzę walczy Goebbels i Heydrich. W międzyczasie zdążyli mocno rozwinąć przemysł transportowy tworząc nowe rakiety i pasażerskie rakiety Lufthansy. Autor serwuje nam takie smaczki jak operacje umożliwiające zmianę kształtu czaszki Żydom (tak, nie dali się, nieliczni ukrywają się w Ameryce – co jest oczywiście czystą kpiną z eksterminacyjnych zapędów nazistów) czy informacje o niesławnej fabryce IG Farben.
Dla bohaterów powieści istotną rolę odgrywają dwie książki, pierwsza to zbiór przepowiedni Yijing, którą posługują się bez przerwy prawie wszystkie postacie w momentach decyzyjnych. Druga to „Utyje szarańcza”, powieść człowieka ukrywającego się w Wysokim Zamku, będąca alternatywną wizją alternatywnego świata, gdzie Niemcy przegrywają wojnę. Większość bohaterów nie umie wyobrazić sobie świata, gdzie państwa Osi przegrywają i dopiero po przeczytaniu „Utyje szarańcza” niektórzy z nich zaczynają stawiać sobie pytania dotyczące ich rzeczywistości. Tu pojawia się problem realności świata, tego bohaterów książki Dicka i tego w którym żyjemy my sami. Jedna z postaci ma okazję przez chwilę być w naszym świecie, jednak pan Tagomi, nie wierzy w to co zobaczył, nie jest w stanie się z tym zmierzyć. To uświadamia, że każdy z nas jest tak „przyzwyczajony” do swojej rzeczywistości, oswojony z nią, że nawet jeśli świat paralelny dał by nam więcej możliwości, lepszą przyszłość, to nikt nie wyobrażałby sobie życia w nim, rozstania z tym co zna.
To dobra książka i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Jest to jednak powieść wieloznaczna i wielowymiarowa, jestem pewna, że każdy może odebrać ją inaczej. Wnosi w życie niepewność, skłania do obejrzenia się za siebie. To wizja jednocześnie śmieszna, przerażająca, nierealna i zawiła. Pewne zachowania postaci nie wpisują się w standardowe zachowania bohaterów powieści. Ten pisarz potrafi nieźle namącić człowiekowi w głowie.