Filary ziemi (The Pillars of the Earth), Ken Follett, NAL Trade

Właśnie na taką powieść miałam ochotę. Tym razem dałam nura w średniowiecze na dłuższy czas, bo książka Folletta obejmuje spory kawał czasu i ma ponad 900 stron. Rzecz zaczyna się w XII wieku, na wyspach brytyjskich panuje bezprawie i grabież, o tron walczy królowa Matylda (Maud), a właściwie cesarzowa, i Henryk z Blois – czyli wojna domowa w rozkwicie.
Historia Folletta jest tak długa, że mamy czas na poznanie całego żywota poszczególnych bohaterów i polubienia ich. Do wyboru mamy więc pozbawionego majątku oraz okrytego niesławą hrabiego, niezwykle energiczną i obrotną Alienę i jej brata Richarda( na ich przykładzie poznajemy twarde zasady rządzące światem i niemiłe wydarzenia jakie mogły przydarzyć się ówczesnej kobiecie – szkoła przetrwania dla dzieci i młodzieży w średniowieczu). Do tego Tom the builder ( Bob Budowniczy? takie luźne skojarzenie), którego życiowym marzeniem jest wybudowanie katedry, a jak na razie przymiera głodem wraz z rodziną. W tym towarzystwie nie mogło zabraknąć oczywiście mnichów i klasztoru dla pełnego obrazu średniowiecza.
Myślę, że autor umiejętnie wykorzystuje swoją wiedzę o tych czasach, urozmaicając fabułę, dbając o właściwy kontekst historyczny. Widzimy jak postacie mieszkają, jak wygląda ich codzienna egzystencja. Pisarz funduje swoim postaciom odpowiednią ilość poniewierki i innych upokorzeń, przeszkód w codziennym życiu, co by za łatwo nie było, ale hapy endu możemy oczekiwać spokojnie.
Choć jeśli chodzi o rys psychologiczny bohaterów to Follett zawodzi, wiemy jakie pasje nimi kierują, ale tak na prawdę nie widzimy ich prawdziwego wnętrza. Można powiedzieć, że mamy wyraźny podział na tych dobrych i złych. Wredni to ci, którzy przeszkadzają drużynie Toma budowniczego i przeorowi klasztoru w Kingsbridge, w zbudowaniu wspaniałej katedry. William, przyszły hrabia graniczącego z Kingsbridge Shiring, jest po prostu na wskroś zły, roszcząc sobie przy tym wszelkie pretensje do zbawienia duszy, tzn. po każdym grzechu (gwałt, morderstwo, podpalenie, itd. bo można by jeszcze długo wymieniać) leci do swego klechy, co by go wyspowiadał, gnany strachem mąk piekielnych. Jest to dla mnie zbyt proste rozwiązanie i mało wiarygodne, rozumiem łatwowierność grzesznika i jego głupotę, ale motyw jest naciągnięty do granic prawdopodobieństwa. Choć z drugiej strony autor tłumaczy go jak może i w trakcie powieści nie zwracamy na to wielkiej uwagi, stwierdzając po prostu, że mamy do czynienia ze zdegenerowanym młodzieńcem.
Powieść nie jest na tym samym poziomie co książki naszej rodaczki, Zofii Kossak, ale myślę że może aspirować do stania o półkę niżej. To po prostu świetny serial w powieści i dobra rozrywka, mnogość wątków, ciekawe zakrętasy fabuły, mili nam bohaterzy, kilka powszechnych prawd średniowiecznych i odrobina braku wiarygodności czyni z tego tomiszcza dzieło zapewniające czytelnikowi sporo uciechy, zwłaszcza takiemu, który zainteresowany jest wiekami średnimi. Tak jak w serialach mamy tą pewność, że nasi ulubieni bohaterowie w końcu wyjdą na prostą i co ich nie zabije to wzmocni, zrobią karierę, znaczy osiągną status poważanego członka społeczności sprzedającego z zyskiem wełnę albo wymodlą miłosierdzie. Dla fascynatów pozycja godna uwagi, jeśli natomiast chodzi o czytelników już tak nie zainteresowanych średniowieczem, to mogą być momentami znużeni szczegółowością i pietyzmem z jakim autor podchodzi do oddania realiów epoki.
polskie wydanie:
Autor: Ken Follett Wydawnictwo:Albatros , Listopad 2010
ISBN: 978-83-7659-300-5 Liczba stron: 832 Tłumaczenie: Grzegorz Sitek


Wydawnictwo:Prószyński i S-ka








