Wiem, to temat rzeka, ale mam ochotę na małe podsumowanie z kobietą w roli głównej, a że ostatnimi czasy czytam sporo powieści z akcją w średniowieczu, to się trochę rozpiszę. Pod uwagę biorę głównie pisane współcześnie powieści, pamiętając jednak o średniowiecznych dziełach.
Mężczyźni wojowali, dzierżyli władzę w zamkach, a białki przy dziatkach siedziały, strawę szykując – czy na pewno? Po przeanalizowaniu poszczególnych powieści stwierdzam, że ich autorzy z upodobaniem obdarzają owe białogłowy cechami agentów wywiadu, feministycznych bojowniczek, niezależnych i prujących do przodu niczym torpedy. Nie wiem czy to dlatego, że nie dość wczuwają się w atmosferę wieków średnich czy specjalnie burzą nasze wyobrażenia. Mało tu potulnych i cichych myszek, aż roi się od uroczych kusicielek, niezależnych kobiet roszczących sobie prawo do samowolnego decydowania o własnym losie.

„Tristan i Izolda” – on, a zaraz za nim ona, oczywiście piękna i jasnowłosa, do tego ryzykantka – kusiła los spotykając się z Tristanem. Niby przedstawiona dość standardowo bo „…Kobieta zmienia sie z każdą godzina, w tej samej chwili śmieje sie, płacze, kocha, nienawidzi.”, ale zdolności odnalezienia się w każdej sytuacji pozazdrościł by jej niejeden agent wywiadu. Nomen omen ciekawą wersję tego mitu przedstawia Cornwell w drugiej części Trylogii Arturiańskiej „Nieprzyjaciel Boga”. Tristan ucieka z królestwa swego ojca z młodą macochą i połową skarbca, któż by go winił. Izolda jest bardzo młoda i śliczna, a trochę złota się przyda, a jak tu się dziwić dziewczynie, że wolała młodszego? Koniec historii nie jest już taki przyjemny, młódka ginie na stosie, a książę w pojedynku, tu tragedia tkwi w przedwczesnej śmierci młodych, przy ich jednoczesnej ogromnej wierze w życie.

„Krzyżowcy” – powieść, z której tematy i motywy po prostu się wysypują, napisana przez kobietę i może przez to nie pozbawiona swoistej ironii obejmującej bohaterki. W Clairmont, w rozbudzonym religijnym zapale kobiety ślubują wraz z mężczyznami udać się do Ziemi Świętej. Po co białogłowy rycerzom w długiej drodze? Białogłowy gotują, pilnują służby, znoszą trudy uciążliwej wędrówki itd. Jednym słowem przeżywają gorzkie rozczarowania, nie tak miało być. Trudy podróży, waśnie, tłumione namiętności i wieczna pogoń rycerzy za niewiernymi hartują europejskie damy, które dostąpiły zaszczytu bycia nazywanymi Krzyżowcami. Gdy w obozie krzyżowców robi się gorąco a jedna z kobiet zostaje oskarżona, jej los całkowicie spoczywa w rękach oskarżyciela. Ale czy rzeczywiście niewinna białogłowa nie miała wyboru? Dumna dziewoja popełnia samobójstwo a rycerz zostaje okryty niesławą.
Śluby złożone w Clairmont sprawiają, że zakuci mężczyźni po raz pierwszy spojrzeli na swe towarzyszki z pewną świadomością. Oczywiście woje są zbulwersowani pierwszymi nieśmiałymi próbami swych rodaczek w tworzeniu zalążka niezależności, jednak to nie zmienia faktu, że coś tam do nich dotarło, przynajmniej do niektórych.
„Król trędowaty” – ach, jaka tu różnica w postawie kobiet, jednakże ich obraz tutaj wypada na niekorzyść nich samych. W królestwie Jerozolimskim białogłowy już zdołały wyrobić sobie wygodną pozycję, wtrącają się gdzie mogą, kręcąc noskami i nie patrząc poza ich pięknymi czubkami. Trzeba im oddać trochę sprawiedliwości, jerozolimskie księżniczki są pewne siebie, żądne przygód i romansu, ale z drugiej strony krótkowzroczne, płoche i płytkie. Nieźle mącą i utrudniają, a do tego wszystkiego chcą decydować o samych sobie i mieć prawo wyboru męża. To już bezczelność. Zwłaszcza, że ich zamorskie, europejskie sąsiadki ledwo śmią oczy znad robótki wznieść na mężczyznę, co dopiero mówiąc o wtrącaniu się do polityki państwowej.
„Bez oręża” – tu mamy jedną bohaterkę, która wybija się nad inne postacie kobiece – Blanka, kobieta zamężna (mąż naiwniak, pozwala by żona go zdradzała i pałętała się po świecie), mająca za sobą lata pierwszej młodości (45 lat), niezwykle dumna i stanowcza. Bohaterka wdaje się w romans z Janem z Brienne, który zostaje królem Jerozolimy. Brutalnie rozdzieleni nie pozwalają wygasnąć uczuciu, Blanka gna do samej Jerozolimy z Europy, pod pozorem wypełnienia ślubów pielgrzymki i opieki nad synem, który miałby brać udział w krucjacie. Moc tego romansu jest tak ogromna, że oboje bez pamięci oddają się uciechom, przez co Jan traci możliwość dowodzenia wyprawą krzyżową i nić porozumienia z żoną, Marią Jerozolimską. Wątek miłości był tu pretekstem autorki dla ukazania konfliktu jaki może się wytworzyć pomiędzy poczuciem obowiązku, tego co słuszne, a oddawaniem się własnym pragnieniom. Jak zresztą w poprzednim tomie Kossak, gdzie zbuntowana księżniczka wzięła sobie za męża przystojną ofiarę losu, która całkowicie nie nadawała się na tak odpowiedzialne stanowisko, tłumacząc, że on tak ślicznie w koronie będzie wyglądać.
Trylogia Arturiańska – tak, tu legendarna Ginewra budzi niechęć, ale porzućmy uprzedzenia by przyjrzeć się jej z bliska. Przede wszystkim jest ruda i wredna, ale wzbudza podziw mężczyzn. Feministki mogłyby chodzić do niej na wykłady z rzucania władczych spojrzeń, jeśli chodzi o spiskowanie to nie najlepiej na tym wychodzi, można powiedzieć, że nawarzyła sobie kaszy, ale jak już się posmuci to znowu oplącze Artura. Co pociąga tego praworządnego króla w tej kobiecie? Ginewra rozumie swojego męża i umie to wykorzystać, jest kobietą inteligentną i ambitną, i gdyby nie zbytnia wiara w możliwości bogini Izis kto wie gdzie by zaszła. Świetnie odnajduje się na placu boju, ma dobre pomysły i nie grzeszy tchórzostwem.

Kolejną ciekawą postacią jest tu Nimue, wychowanka Merlina, jego uczennica i kochanka a więc druidka pełną gębą. Twarda sztuka, silna i bezlitosna, krocząca na granicy szaleństwa, opętana myślą przywrócenia dawnym bogom Brytanii. Żadna wyprawa w imię wyższego celu jej nie straszna, chwyci się każdego fortelu, manipuluje bliskimi z zimną krwią. Jak powiedział Merlin „Jeśli kobieta czegoś chce to to, dostaje” – ta na pewno.
Nie mogę nie wspomnieć to o ukochanej kronikarza, Derfla Cadan. Tu właściwie bez sensacji, co prawda to księżniczka i do tego piękna, ale posłuszna swemu towarzyszowi życia. Tylko raz w ciągu swego całego życia postanowiła się zbuntować więc w noc uroczystości zaręczynowych nie poszła za Lancelota tylko wybrała owego skromnego Derfla. Fakt, że to były jej czwarte (albo trzecie, głowy nie dam) zaręczyny, więc pewnie się biedaczce powtarzanie tego widowiska znudziło, wolała żyć na kocią łapę z wiernym jej wojownikiem, niż lalusiem o podejrzanej reputacji i naciąganej sławie.
„Król z żelaza” – dwie księżniczki, Małgorzata i Blanka Burgundzka nieźle napsuły krwi swoim koronowanym mężom. Dziewczyny znudzone dworskim życiem zabawiały się z kochankami zapewniając przy tym zajęcie szpiegom i kapusiom. Za rozkosze zapłaciły odsiadką w wieży Nesle z ogolonymi głowami. Niewierne żony narobiły wstydu wiernym mężom, dla przyszłej królowej Francji, Małgorzaty wyrok stał się oczywisty gdy król zapragnął nowej, wierniejszej małżonki. Co do samej Blanki, to ta mogła wreszcie po kilku latach opuścić więzienie żywa. W powieści Druona dochodzi nawet do ponownego spotkania Blanki i Karola Francuskiego.
Źródła zdjęć: Wikimedia Commons