Tristan 1946, Maria Kuncewiczowa, Mozaika

Moją ulubioną książką Marii Kuncewiczowej jest „Cudzoziemka” i raczej tak pozostanie, może po prostu „Tristan 1946” nie do końca wpisał się w moje oczekiwania. Pisarka sięgnęła po znaną legendę o Tristanie i Izoldzie by przenieść ich losy w powojenną rzeczywistość prozy psychologicznej.
Michał Gaszyński, który przybywa ze zniszczonej okupacją Warszawy do Anglii, jest jak książe z innej bajki. Nie umie odnaleźć wspólnego języka z matką, która uciekła z Polski na początku wojny i próbuje teraz nawiązać jakąś nić porozumienia z synem. Ten młody człowiek doświadczony wojenną traumą jest pełen sprzeczności, ba, ociera się o chorobę psychiczną. Były powstaniec, mężczyzna swoich czasów, rycerz z gitarą. Mieszanka okaleczonej osobowości, młodości, głupoty i dobrych chęci. Poznaje Irlandkę Kathreen, Kasię, i „by ratować człowieka” (dziewczyna była bardzo niezadowolona ze swojej życiowej sytuacji) zawozi ją królowi profesorów w Kornwalii nie rozumiejąc, że Kasia jest zadurzoną w nim kobietą, a nie człowiekiem, który potrzebuje pomocy. W ten sposób młoda Izolda wychodzi bogatego profesora – króla Marka, cóż jednak z tego, gdy na wspólnym wieczorze u mamy bohatera budzi się miłość naszej pary i zdrada małżeńska zostaje popełniona. Taka z nich nowoczesna para kochanków, która zamiast do lasu moreńskiego ucieka do Londynu. Jednak po początkowym okresie błogiego szczęścia para zaczyna borykać się z szarą codziennością, odpowiedzialnością, rachunkami do zapłacenia. Wzajemne niezrozumienie narasta, plączą się ich wzajemne pretensje, oczekiwania, o których nawet sobie nie mówią i w końcu Izolda wraca do męża, a Tristan udaje się za wielką wodę do Ameryki. Każde z nich tęskni niemożebnie i wygląda listu od tego drugiego i tak dalej.
Dla mnie najlepiej poprowadzonym wątkiem był związek, a właściwie jego brak, syna z matką. Wydarzenia, które odbiły się na jego psychice nie ułatwiały tym dwojgu niczego. Wydaje mi się, że autorka dobrze opisała te niuanse matczyno-synowskie bez niepotrzebnego sentymentalizmu a z dużą dozą wyczucia. Kobieta, która po latach ma okazję wreszcie spotkać swego syna, nieśmiała, delikatna i trochę tchórzliwa, próbuje odbudować związek z dzieckiem już dorosłym, narwanym i zakochanym. Perypetie Tristana i Izoldy nie wydały mi się już takie interesujące, sam pomysł jest ciekawy, historia pozostaje prawie niezmieniona mimo upływu wieków. On i ona już na zawsze będą związani, nigdy się od siebie nie uwolnią, mimo iż każde z nich odnajdzie swoją drogę ku przyszłości.
„Bajki są oczywiście wymysłem dekadentów, którzy przez strach i lenistwo uciekają od dojrzałości w sztuczne dzieciństwo, podczas kiedy prawdziwe dzieci uwielbiają bawić się serio, nudno w dorosłych.”
„Cudze nieszczęście wzrusza, kiedy samemu się jest nieszczęśliwym.”






